Oślepłam od świateł, czyli coś więcej niż literacka wersja filmów Smarzowskiego

Cyprian Kamil Norwid uskarżał się kiedyś na tęsknotę za brakiem światłocienia. Wśród rozlicznych tęsknot, które w sobie noszę i ta zajmuje dość wysoko punktowane miejsce. Umówmy się jednak, że osiągnięcie braku światłocienia w doczesności jest równie nierealne jak przejście papieża Franciszka na islam. Nawet ci, którzy z niejasnych (sic!) powodów uważają go za fałszywego proroka,…

Nie milcząc o „Wieży milczenia”

Mam nieprzyjemne wrażenie, że biorąc do ręki książkę Remigiusza Mroza, przywołałam nieprzychylną aurę, bo kiedy zaczęłam ją czytać, przyszło szalone ochłodzenie. Jakby nazwisko autora zobowiązywało do zmian atmosferycznych. Ale nic to – jak mawiał pan Michał. Nie będę się bez potrzeby obwiniać, bo to niezdrowe. Lepiej zmierzać ku meritum. Szczególnie, że widok za oknem zwiastuje…

Brutalizm z kartek ściekający, czyli o tym czy podobał mi się „Drach”

Ziymia to je taki srogi drach, łażymy po jego ciele, a na grubach kopiymy jego ciało, kere je czystym słõńcym. Drach znaczy latawiec. Ziemia jest częścią nas. My jesteśmy częścią ziemi. Szczątki ludzkie wnikają w ziemię, stając się jej nieodłącznym elementem. Ludzie żywią się owocami ziemi. To filozofia Twardocha. W „Drachu”. Już od pewnego czasu…

Dehnel okiem Babci

  Dawno, dawno temu, kiedy po świecie chodziły jeszcze dinozaury, a jajko było wcześniej niż kura, czyli w wakacje pomiędzy moją trzecią klasą gimnazjum a pierwszą klasą liceum, po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Jacka Dehnela. Przeczytałam książkę, którą na zakończenie swojej gimbusowej kariery odebrałam z rąk kręconowłosej wychowawczyni – Lalę. Niestety muszę rozczarować…