Dehnel okiem Babci

  Dawno, dawno temu, kiedy po świecie chodziły jeszcze dinozaury, a jajko było wcześniej niż kura, czyli w wakacje pomiędzy moją trzecią klasą gimnazjum a pierwszą klasą liceum, po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Jacka Dehnela. Przeczytałam książkę, którą na zakończenie swojej gimbusowej kariery odebrałam z rąk kręconowłosej wychowawczyni – Lalę. Niestety muszę rozczarować…

Słowo

Było na początku. Skądinąd bardzo ważne. Bo jak zepsujesz początek, to potem ciężko nadrobić – zaskarbić zaufanie utracone na starcie. Na końcu też ważne, bo ma się wryć. Ono najbardziej zostaje. No i środka nie odpuszczaj. Coraz rzuć cukierka, zaskocz, pozwól zasmakować. Rozważnie. Z precyzją. Powoli. Krok po kroku. Należy się trochę cofnąć w czasie….

Chciałabym zostać

A czasami – jak już jest zbyt strasznie, zbyt ciemno i zbyt ciężko – to chciałabym zostać. Tutaj jest przecież tak ciepło. Względnie bezpiecznie. Mogę owinąć się w kokon z ciepłej kołdry w cytrynowej poszwie. Udawać gąsienicę, a nawet zawierzyć propagandowej prognozie, że przecież już za moment stanę się motylem. Otulić się grubym, granatowym kocem…