Dehnel okiem Babci

 

giulia-bertelli-104575

Dawno, dawno temu, kiedy po świecie chodziły jeszcze dinozaury, a jajko było wcześniej niż kura, czyli w wakacje pomiędzy moją trzecią klasą gimnazjum a pierwszą klasą liceum, po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Jacka Dehnela. Przeczytałam książkę, którą na zakończenie swojej gimbusowej kariery odebrałam z rąk kręconowłosej wychowawczyni – Lalę. Niestety muszę rozczarować wszystkich moich czytelników, bo nie podzielę się z Wami wrażeniami – niewiele z tej książki pamiętam. Wiem, że była o babci autora. I że babcia miała żal do Matki Boskiej, że Ta nie uprzedziła ludności o rzezi niewiniątek (nie bardzo rozumiem jak miałaby to zrobić). I mam jeszcze parę pojedynczych skrawków utworu w pamięci, zupełnie wyrwanych z kontekstu, wyciętych z jakiejkolwiek spójnej i zwartej całości.

Za to jestem świeżo po lekturze Matki Makryny. Od razu warto zaznaczyć, że to zagadnienie dla historyka dosyć interesujące. Wielka mistyfikacja II połowy XIX w. Bardzo zręczna mistyfikacja. Jacek Dehnel, jeden z czołowych współczesnych literatów polskich, podjął się przedstawienia tematu w formie powieści. A ja tę powieść przeczytałam.

Pozwólcie, że podzielę sobie fabułę Matki Makryny na trzy części, bo łatwiej będzie mi porządnie ją zrecenzować albo przynajmniej zopiniować. Zwłaszcza że w mojej głowie Matka Makryna istnieje w trzech częściach (nie jest to podział autora) i do każdej z nich mam odmienny stosunek.

felipe-p-lima-rizo-363096-1

Pierwsza część Dehnelowej powieści to ucieczka Makryny z objętej władzą zaborcy Polski. Kojarzycie film Jeniec. Tak daleko jak nogi poniosą? Zawsze robiły na mnie wrażenie podobne historie. Kiedy byłam w podstawówce i wracałam ze szkoły w czasie niepogody, to wyobrażałam sobie, że właśnie przy totalnie niesprzyjających warunkach atmosferycznych, głodna i zmarznięta uciekam z sierocińca. Albo podobne rozpaczliwie tragiczne, melodramatyczne historie. Więc połykałam tę część Matki Makryny współcierpiąca, współodczuwająca każdy odcisk, najdrobniejszy ból kości, głód i zmęczenie. Ja nie byłam męczennikiem? Byłam! Razem z matką Makryną Mieczysławską. Spokojnie można więc rozpocząć mój proces kanonizacyjny.

No ale otrząśnijmy się ze świętości, odłóżmy na moment aureolę, bo żeby być w niebie trzeba dotknąć ziemi (jakieś Dziady niegdyś o tym szeptały). Druga część utworu to pobyt Matki Makryny na emigracji. Ks. Jełowicki, Adam Mickiewicz, Towiański, Hotel Lambert – kojarzymy, pokrzepiamy serca. Z pokrzepieniem ta część miała niewiele wspólnego. Bo choć była doskonałym studium nad mechanizmem propagandy, to zwyczajnie mnie zanudziła. Nie wytrzymywałam już opowiadanej po raz milion pięćset sto dziewięćsetny historii prześladowań. Byłam znużona, a Dehnel jak na złość katował mnie wciąż od nowa tymi samymi opisami. Pozostając w temacie prześladowań i nieszczęścia przyznaję, że ta metoda tortury jest naprawdę skuteczna. Gdyby ktoś z Was miał w planach zostanie psychopatycznym despotą to szczerze polecam! A tak poważnie to Dehnel jest dobrym literatem i z tego co wiem do despotyzmu mu bardzo daleko, ale tę część książki po prostu męczyłam. W trudzie i znoju. Wybacz, Jacku D.!

sanah-suvarna-161883-1

Aż tu nagle…

Trach!

Część trzecia, czyli finał.  Bo my myślimy, że wiemy, że znamy. A tu… Nie powiem co i nie zdradzę za wiele, bo przecież musicie sami przeczytać. Ale koncept autor miał niezły. Czytelnik myśli, że jaki to on wszechwiedzący i w ogóle kurde diagnozę wystawia w tempie dra House’a, a tu psikus! Fajnie tak zagrać na nosie czytelnikom. Chciałabym umieć.

Dodam, że Dehnel odwalił kawał dobrej roboty zbierając źródła do napisania Matki Makryny. Wymagało to szerokiej kwerendy i powiem szczerze, że nie wiem czy mnie – jako historykowi – by się chciało. A jemu się chciało! Chylę czoła.

Poza tym Jacek Dehnel posługuje się świetnym językiem. Minimum słów, maksimum jakości. Nie idzie w malowniczość, a w oszczędność i osiąga wspaniały efekt! Doskonale sprostał archaizacji, a napracował się jak wół, bo w zależności od rozdziałów musiał zmieniać język, przeskakiwać z jednej stylistyki na drugą. Można dostać kociokwiku, nie? Oczywiście pisząc, bo czyta się bardzo dobrze.

Ostatecznie Matka Makryna nie trafi do zacnego grona moich ulubionych książek. Zwłaszcza że przez większość lektury walczyłam ze sobą i z kolejnymi stronami, bo jak się czyta po raz 70. ten sam opis, to robi się źle. Ale wiem, że nie jest to byle powieść. I że nie napisał jej byle autor. Widać to po języku, pomysłowości i historycznej zgodności (ale uwaga: to nie dokument, lecz powieść fikcyjna z elementami historii). Co by nie mówić to coś z górnej półki w regale polskiej współczesnej literatury. Kto nie czytał, niechaj czyta!

element5-digital-352046

Reklamy

14 komentarzy Dodaj własny

  1. Mayka.ok pisze:

    Nie znam autora… książka raczej nie dla mnie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jasne, niech każdy wybiera książki według swoich zainteresowań 🙂 Jakie lubisz? 🙂

      Polubienie

  2. Ciekawa recenzja, zachęca do przeczytania, kto wie, może uda mi się w codziennej gonitwie po nią sięgnąć.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pewnie! Dehnel to dobry pisarz, zachęcam 🙂

      Polubienie

  3. Ewa pisze:

    Wprawdzie mam niemal szlaban na kupowanie nowych książek, ale… przecież święta idą! 😀 Dzięki za inspirację 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Hahahaha, pewnie – przy okazji Świąt trzeba sobie zrobić prezent! ❤

      Polubienie

  4. sebszyn pisze:

    Bardzo fajny artykuł. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję i również pozdrawiam! 🙂

      Polubienie

  5. Sylwia pisze:

    Dopisuję do listy 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. oj zachęcasz, zachęcasz do tej lektury 🙂 Masz fajny lekki styl pisania 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję serdecznie! 🙂 ❤

      Polubienie

  7. Anna pisze:

    Może się skuszę na tą książkę? Zobaczymy. 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s