Zapach maciejki

Dawno nie było w moim życiu ciemnej nocy pełnej intensywnego zapachu maciejki. Ogromnie chciałabym się nią zaciągnąć; czuć ją w klatce piersiowej zamiast lęku. Mieć płuca pełne maciejki. Maciejkowe płuca. Życiowe doświadczenia oraz badania amerykańskich naukowców wykazują, że w każdej czarnej dupie ratunkiem jest czarna kawa. Co jest moją maciejką i moją kawą? Gdzie szukać?…

Kraina mlekiem i miodem płynąca – „Córki latarnika” Jean E. Pendziwol

Mam takie wspomnienie z wczesnego dzieciństwa, że gdy chorowałam, mama robiła mi ciepłe mleko z masłem i miodem. Smakowało wybornie. Moje łóżko zamieniało się wtedy w krainę mlekiem i miodem płynącą, a ja ze smakiem oblizywałam usta. Niedawno przeczytałam książkę, która bardzo mi się z tym kubkiem ciepłego, miodowo – maślanego mleka skojarzyła. Trafiła do…

Marzenia niestandardowe

Dawno, dawno temu, gdy Babcia Gawędziarka była małą dziewczynką, z pasją oglądała „Od przedszkola do Opola” i „Muminki” (do tej pory nie rozumiem, dlaczego nikt nie wydał ich na dvd), piła Vibovit, niańczyła lalki, pisała ckliwe opowiadania, których bohaterowie wyznawali sobie miłość łapiąc się za serce i wysyłała listy do Pana B. rzucając je na…

Wypisuję się

Z początku dałam się porwać fali. To, co wydarzyło się w niedzielę a dokonało w poniedziałek, wywołało wstrząs. Mieszanina żalu i złości oraz palące poczucie niesprawiedliwości zaowocowały spontanicznymi postami na facebooku oraz wypowiedziami, w których dawałam upust rozgoryczeniu i rozczarowaniu swym narodem. Czy było to sensowne? Na pewno bardzo emocjonalne. Pierwsza reakcja została wywołana niemałym…

Łyk kultury

Zima sprzyja obcowaniu z filmem i książką. Służby apelują, że o tej porze roku najbezpieczniej jest zawinąć się w kokon z ciepłego koca, zaparzyć herbatę  i oddać się lekturze albo odpalić dobry film. W każdym razie – ja tak robię. Zagrożenia płynące z nieprzychylnej aury są wtedy zaskakująco mniej straszne. Potwory zostają na zewnątrz, a …

Dalej lama, dalej Mróz

Z tą lamą to taki żart. Jeśli kiepski, to przepraszam. Tylko Mróz jest naprawdę, ale bynajmniej nie na dworze (nad czym szczerze ubolewam). Mróz jest w rękach, na biurku, na kolanach, w łóżku (sic!). W głowie. I coraz bardziej – powiem to nieśmiało – w sercu. Owszem, mam fazę na kryminały. Nie wiem, co się…

Mróz na mrozie: „Czarna Madonna”

Właściwie Mróz mróz niedawno całkiem się ulotnił. Zero skrzypiącej pod butami ziemi, białych gwiazdek z nieba, zmarzniętego nosa i czerwonych policzków. A szkoda, bo lubię taki grudzień. Do tego koc, kniżka, herbata z miodem, cytryną, cynamonem, imbirem i goździkami (mikstura na miarę Papy Smerfa) i da się żyć. A tu po Mrozie mrozie ani widu,…

Miasto zmęczone jak ja

Wyobrażam sobie jak Pan B. siedzi przy biurku i wymyśla scenariusz mojego życia. W jednej dłoni dzierży wieczne (jak na Niego przystało) pióro, drugą gładzi siwą brodę. (Celowo nie precyzuję, którą ręką pisze, by nie ustawiać Go po jednej stronie barykady). Przy rozłożonej mapie świata zastanawia się, gdzie mnie rzucić. Wreszcie – decyzja. Miasto na…

Co się dzieje, kiedy nic się nie dzieje, czyli babciowy pamiętnik

Trochę mnie nie ma. Na blogu posucha. Niedługo pogrążę się w otchłani zapomnienia, minie kilka chwil i nikt nie będzie pamiętał imienia Babci Gawędziarki. Albo może nie będzie tak źle. Fakt: niczym w Genesis po „siedmiu latach” obfitości przyszło mi się zmagać z „siedmioma latami” głodu. Jestem głodna natchnienia i pomysłów. Szczególnie, że kreatywność to…

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, czyli dwa słowa o „Sobowtórach”

Teatr ITP obdarzyłam szczerym i głębokim uczuciem gdzieś w okolicach drugiego roku studiów. Przyjaciółka zabrała mnie na Wesele Dawida i było to jedno z najbardziej udanych wesel, w których dane mi było uczestniczyć. Wspomniane Wesele… było w zasadzie i moim ślubem z teatrem, bo od tamtej pory pozostałam mu wierna. Tak jest do dziś. ***…

Jak żyje się z zaburzeniami lękowymi?

Do dupy. W zasadzie można by już niczego nie dopisywać, bo to zwięzłe sformułowanie doskonale oddaje stan rzeczy. Ale rozumiem, że dla osób, którym OCD, natręctwa, lęki, nerwice, myśli obsesyjne i inne głowodrapieżne stwory są obce, moje lakoniczne wyjaśnienie daje niewiele. Postaram się bardziej. Robię to dla siebie i innych lękowo – obsesyjnych. Niech moc…

Doktorat, Halber, Stasiuk i biblioteka

Ponieważ był to jeden z tych dni, kiedy nawet powietrze ciężko jest udźwignąć, kupiłam sobie chałwę. I pogryzając tę chałwę, szłam przez Narutowicza. Z nieumytymi włosami. Czując się całkiem jak te włosy. Mój K. mówi, że mam depresyjny charakter, bo piszę smutne teksty na bloga i lubię Morze Bałtyckie. Więc powiem jeszcze, że kiedy wchodzę…