Wypisuję się

Z początku dałam się porwać fali. To, co wydarzyło się w niedzielę a dokonało w poniedziałek, wywołało wstrząs. Mieszanina żalu i złości oraz palące poczucie niesprawiedliwości zaowocowały spontanicznymi postami na facebooku oraz wypowiedziami, w których dawałam upust rozgoryczeniu i rozczarowaniu swym narodem. Czy było to sensowne? Na pewno bardzo emocjonalne. Pierwsza reakcja została wywołana niemałym…

Łyk kultury

Zima sprzyja obcowaniu z filmem i książką. Służby apelują, że o tej porze roku najbezpieczniej jest zawinąć się w kokon z ciepłego koca, zaparzyć herbatę  i oddać się lekturze albo odpalić dobry film. W każdym razie – ja tak robię. Zagrożenia płynące z nieprzychylnej aury są wtedy zaskakująco mniej straszne. Potwory zostają na zewnątrz, a …

Dalej lama, dalej Mróz

Z tą lamą to taki żart. Jeśli kiepski, to przepraszam. Tylko Mróz jest naprawdę, ale bynajmniej nie na dworze (nad czym szczerze ubolewam). Mróz jest w rękach, na biurku, na kolanach, w łóżku (sic!). W głowie. I coraz bardziej – powiem to nieśmiało – w sercu. Owszem, mam fazę na kryminały. Nie wiem, co się…

Mróz na mrozie: „Czarna Madonna”

Właściwie Mróz mróz niedawno całkiem się ulotnił. Zero skrzypiącej pod butami ziemi, białych gwiazdek z nieba, zmarzniętego nosa i czerwonych policzków. A szkoda, bo lubię taki grudzień. Do tego koc, kniżka, herbata z miodem, cytryną, cynamonem, imbirem i goździkami (mikstura na miarę Papy Smerfa) i da się żyć. A tu po Mrozie mrozie ani widu,…

Miasto zmęczone jak ja

Wyobrażam sobie jak Pan B. siedzi przy biurku i wymyśla scenariusz mojego życia. W jednej dłoni dzierży wieczne (jak na Niego przystało) pióro, drugą gładzi siwą brodę. (Celowo nie precyzuję, którą ręką pisze, by nie ustawiać Go po jednej stronie barykady). Przy rozłożonej mapie świata zastanawia się, gdzie mnie rzucić. Wreszcie – decyzja. Miasto na…

Co się dzieje, kiedy nic się nie dzieje, czyli babciowy pamiętnik

Trochę mnie nie ma. Na blogu posucha. Niedługo pogrążę się w otchłani zapomnienia, minie kilka chwil i nikt nie będzie pamiętał imienia Babci Gawędziarki. Albo może nie będzie tak źle. Fakt: niczym w Genesis po „siedmiu latach” obfitości przyszło mi się zmagać z „siedmioma latami” głodu. Jestem głodna natchnienia i pomysłów. Szczególnie, że kreatywność to…

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, czyli dwa słowa o „Sobowtórach”

Teatr ITP obdarzyłam szczerym i głębokim uczuciem gdzieś w okolicach drugiego roku studiów. Przyjaciółka zabrała mnie na Wesele Dawida i było to jedno z najbardziej udanych wesel, w których dane mi było uczestniczyć. Wspomniane Wesele… było w zasadzie i moim ślubem z teatrem, bo od tamtej pory pozostałam mu wierna. Tak jest do dziś. ***…

Jak żyje się z zaburzeniami lękowymi?

Do dupy. W zasadzie można by już niczego nie dopisywać, bo to zwięzłe sformułowanie doskonale oddaje stan rzeczy. Ale rozumiem, że dla osób, którym OCD, natręctwa, lęki, nerwice, myśli obsesyjne i inne głowodrapieżne stwory są obce, moje lakoniczne wyjaśnienie daje niewiele. Postaram się bardziej. Robię to dla siebie i innych lękowo – obsesyjnych. Niech moc…

Jak Babcia Katolka obejrzała „Kler”

Nie mogłam już patrzeć na te bzdurne „Eklery” na facebookach. Albo na fotoshopowe przeróbki, w których zamiast Gajosa, Jakubika, Więckiewicza i Braciaka widnieje Maksymilian Maria Kolbe lub ks. Jerzy Popiełuszko. Ks. Jerzy to jeden z moich ulubionych świętych, ale domyślam się, że obok prawdziwie świętych kapłanów są i tacy, którym droga do świętości nieustannie się…

Doktorat, Halber, Stasiuk i biblioteka

Ponieważ był to jeden z tych dni, kiedy nawet powietrze ciężko jest udźwignąć, kupiłam sobie chałwę. I pogryzając tę chałwę, szłam przez Narutowicza. Z nieumytymi włosami. Czując się całkiem jak te włosy. Mój K. mówi, że mam depresyjny charakter, bo piszę smutne teksty na bloga i lubię Morze Bałtyckie. Więc powiem jeszcze, że kiedy wchodzę…

Wszyscy jesteśmy poranieni

Owinięta wielkim ciepłym szalem wciskam się w szczelinę bezpieczeństwa: miejsce przy oknie na końcu autobusu. Moja grzywka ma długość w tak zwane ni w pięć, ni w dziewięć, co powoduje totalną frustrację przy każdej próbie ułożenia fryzury. I spod tej „ni w pięć, ni w dziewięć grzywki” okiem Wielkiej Siostry obserwuję świat, który jest światem…

Wieszcz

Gdybym miała powiedzieć, jakim czynnościom życiowym poświęcam najwięcej czasu i energii, wymieniłabym spanie, jedzenie i czytanie (ewentualnie naukę, szczególnie że Pan B. stwarzając mą marną osóbkę, musiał wrzucić do kotła porządną dawkę kujonowatości). Kiedy nauczyłam się czytać, wszystkie inne atrakcje, które serwował świat, okazały się puchem marnym, tandetną odpustową zabawką, a może wręcz tanią i…