Doktorat, Halber, Stasiuk i biblioteka

Ponieważ był to jeden z tych dni, kiedy nawet powietrze ciężko jest udźwignąć, kupiłam sobie chałwę. I pogryzając tę chałwę, szłam przez Narutowicza. Z nieumytymi włosami. Czując się całkiem jak te włosy. Mój K. mówi, że mam depresyjny charakter, bo piszę smutne teksty na bloga i lubię Morze Bałtyckie. Więc powiem jeszcze, że kiedy wchodzę…

Wszyscy jesteśmy poranieni

Owinięta wielkim ciepłym szalem wciskam się w szczelinę bezpieczeństwa: miejsce przy oknie na końcu autobusu. Moja grzywka ma długość w tak zwane ni w pięć, ni w dziewięć, co powoduje totalną frustrację przy każdej próbie ułożenia fryzury. I spod tej „ni w pięć, ni w dziewięć grzywki” okiem Wielkiej Siostry obserwuję świat, który jest światem…

Piechotą nie będę szła

Nie mam pojęcia, kto śpiewał, że będzie szedł piechotą do lata, ale grzech wspomnianej niewiedzy odpuszczam sobie bez wizyty w konfesjonale. W tym wypadku pesel wystarczająco mnie tłumaczy i usprawiedliwia. Młodości! Orla twych lotów potęga, jako piorun twoje ramię. Młodości, dziękuję, że w tym wypadku chronisz mnie przed zalewającym falą gorąca wstydem. A skoro przy…

Nie umiemy w życie

Aktualnie jestem dość dobrze zmęczona i porządnie rozmemłana i ani drzemka, ani mocna, czarna kawa nie wpłynęły na zmianę tego stanu. Podarte leginsy i bluzka od piżamy nie są może strojem godnym filozofa, ale niewiele poradzę na to, że refleksja przyszła właśnie teraz. Niby Herbert zaprzeczał temu, jakoby myśli chodziły po ludziach („Pan Cogito a…

Wielka stopa w białym puchu

Muszę przyznać, że dziecięcą radość sprawia mi skrzypienie białego puchu pod moją wielką stopą rozmiar 40 (mało subtelnie jak na kobietę, ale cóż: działa jak natura chciała). Nawet jeśli ten biały puch jest trochę nie w czasie, bo przyjmuje się raczej, że marzec nie jest miesiącem przynoszącym zimę. Co więcej: przynosił do niedawna zupełnie inną…

Skwarki i bigos

Od jakiegoś czasu słyszałam wewnętrzne przynaglenie do podjęcia pewnej refleksji. Trochę mnie ku niej popchnął Stasiuk, trochę Musierowicz, a trochę mój  własny, dosyć porządnie pofałdowany (a przynajmniej taka nadzieja) mózg. Dlatego piszę. Wydaje mi się, że jestem osobą o dość wysokiej wrażliwości estetycznej (jeśli ktoś ma inne zdanie, niech powie teraz albo zamilknie na wieki)….

Święta babciowe jak cholera

Nie wiem czy oderwiecie się od lepienia uszek i mordowania karpia, żeby przeczytać ten tekst. W sumie to nawet lepiej byłoby, gdyby najbliższy czas wiązał się z odpoczynkiem od Internetu. Zdecydowanie fajniej jest posiedzieć z rodziną przy choince, objadając się dziesiątym kawałkiem makowca niż scrollować fejsa. Lepiej zamknąć oczy, wdychać zapach świerkowych igieł i słuchać,…

Uwaga! Lubię ludzi

Tak wyszło, że mam słabość. Stadne ze mnie zwierzę. Poza tym się zachwycam, bo mam poczucie, że szósty dzień stworzenia przyniósł prawdziwy fenomen. Nieskromnie powiem, że jesteśmy cudowni. Każdy to taka kopalnia skarbów, że nie ma potrzeby szukać drogi do Eldorado. A żeby była nutka melancholii dodam, że przedstawiciele prestiżowego gatunku homo sapiens sapiens, korona…

NieJoyce’owy strumień świadomości

  Zawyłam do księżyca. Obiło mi się o uszy, że gdzieś na wyżynach ludzkości zasiadło zło. Ale ja jestem nisko i tutaj jest dobrze. Chyba wszyscy czekamy w tej Przedapokalipsie, rzucając wokół krótkie, rozgorączkowane spojrzenia. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie? Co to będzie? „A Duch Boży unosił się nad wodami.”…

Słowo

Było na początku. Skądinąd bardzo ważne. Bo jak zepsujesz początek, to potem ciężko nadrobić – zaskarbić zaufanie utracone na starcie. Na końcu też ważne, bo ma się wryć. Ono najbardziej zostaje. No i środka nie odpuszczaj. Coraz rzuć cukierka, zaskocz, pozwól zasmakować. Rozważnie. Z precyzją. Powoli. Krok po kroku. Należy się trochę cofnąć w czasie….

Życie to nie talent show

Tym sposobem w tytule zdradziłam przesłanie, ale cóż – bywa i tak. Dziś nie trzeba biec do mety z językiem na brodzie i rozkołatanym sercem, bo puenta siedzi sobie grzecznie na starcie. Coś tam o życiu już nam kiedyś mówili. Że życie to bal jest nad bale, że jest nowelą – raz przyjazną, a raz…

A na co dzień chcę ratować świat

  Bo wiecie – kiedy byłam nastolatką, to myślałam, że żeby zrobić coś dla świata, trzeba wiercić studnie w Afryce. No a jak tak, to postanowiłam sobie, że gdy tylko osiągnę upragniony wiek predestynujący do decydowania o sobie, spakuję manatki i wyjadę na misje. Jak już ratować świat, to pełną gębą! (gębą pełną chininy jak…