Jak żyje się z zaburzeniami lękowymi?

Do dupy. W zasadzie można by już niczego nie dopisywać, bo to zwięzłe sformułowanie doskonale oddaje stan rzeczy. Ale rozumiem, że dla osób, którym OCD, natręctwa, lęki, nerwice, myśli obsesyjne i inne głowodrapieżne stwory są obce, moje lakoniczne wyjaśnienie daje niewiele. Postaram się bardziej. Robię to dla siebie i innych lękowo – obsesyjnych. Niech moc…

Weny brak

W moich słowach słoma czai się, nie znaczą nic. Jeśli szukasz sensu, prawdy w nich, zawiedziesz się. Kasia Nosowska tak twierdziła, ale ostatnio napisała książkę – a znając jej poczucie humoru i frywolny, ironiczny język – pewnie dobrą. Może i mnie czekają lepsze czasy i po czterdziestu latach błąkania się po pustyni, dobiję do Kanaanu….

Sinusoida

Moje ciało ukryte za grubym, wełnianym swetrem drży w tym samym rytmie, co liście krzewu za oknem. Dopełniamy się. Czuję jak ja w środku mnie, robiąc kanapki przy kuchennym stole, zgina się nagle wpół, wybuchając płaczem. Widzę to, siedząc niemo na kanapie, intensywnie wpatrując się we własne wnętrze. Wiem, że to tylko moment. Chyba już…

Niezręczne pytanie

Kochani, zdecydowałam się na wyznanie. Jeśli stoicie, to usiądźcie, a jeśli siedzicie, to stanowczo się połóżcie. I przygotujcie szklankę wody. Albo lepiej butelkę. Gotowi?   Trzy… czte – ry: Ja, nieanonimowy książkoholik, od czasów kiedy zaczęłam składać sylaby, nie znoszę pytania … … jakie książki lubisz? Tak. Oczywiście, niech wszyscy, którzy mi je zadali odetchną…

Zmęczony materiał

Kiedy staję na linii startowej nowego tygodnia, mam tysiące planów. Siedem dni na kartach kalendarza tchnie nadzieją. Nową nadzieją. Więc planuję. Z kim się spotkam, z kim wypiję kawę w ulubionej kawiarni, a kogo zaproszę do siebie, na jakie warsztaty bądź wydarzenia kulturalne się wybiorę, co załatwię, ile tekstów napiszę i jakie pozycje książkowe znikną…

Żałosna sosna

Żałosna sosna. Nie żebym miała coś do sosny. Się zrymowało, to napisałam. Można powiedzieć, że poszłam za natchnieniem. Przynajmniej ładnie brzmi. Zresztą kto powiedział, że natchnienie nie może przynieść głupot. A tak serio to chrzanię takie smuty, bo  trudno mi zacząć. Ten temat od dawna daje mi o sobie znać, dopomina się o należne miejsce,…

Dziękuję

Choćbym się zaparła, fochnęła, tupnęła nogą w lakierowanym półbucie i mocno skrzyżowała ręce, to i tak nic nie zmieni, bo muszę, ale to muszę docenić. Ciągle, permanentnie, cały czas. Choć nie jest dobrze, to jest dobrze. Wciąż dostaję. On czuwa z Góry i głaszcze mnie po mysiej czuprynie. Mówi: Córcia, przecież jestem. No i kurde…

Lost: zagubieni

Spotkanie grupy terapeutycznej. – Cześć, jestem Minotaur. Zgubiłem się dziesięć miesięcy temu. – Cześć Minotaur – odpowiada chórkiem reszta.   Bywa. Doświadcza tego jeden na dziesięciu. Mniej więcej. Więcej mniej. Nie umiem w statystyki. W każdym razie mnie się przydarzyło. Traf chciał, a chcieć to móc. Zgubiłam się i ni w ząb nie mogę trafić z…

Na zawsze moja

  Przyznaję, że trochę jestem o to zła. W dzisiejszej fejsbukowo – instagramowej Narni odebrali mi ją i jeszcze mówią, że jest ich. Taka się zrobiła mainstreamowa, że chyba pierwszy raz w życiu odnalazłam się w głównym nurcie. Nawet nie za bardzo mogę o niej napisać, bo się powtórzę, bo teraz u wszystkich blogasińskich kakao,…

Chciałabym zostać

A czasami – jak już jest zbyt strasznie, zbyt ciemno i zbyt ciężko – to chciałabym zostać. Tutaj jest przecież tak ciepło. Względnie bezpiecznie. Mogę owinąć się w kokon z ciepłej kołdry w cytrynowej poszwie. Udawać gąsienicę, a nawet zawierzyć propagandowej prognozie, że przecież już za moment stanę się motylem. Otulić się grubym, granatowym kocem…

Serce jak schabowy

Takie mam. Rozbite tłuczkiem, posolone i usmażone. Popisowe danie peerelowskiej kuchni. Nie polecam smakować. Mnie staje ością w przełyku, choć przecież świnka ości nie posiada. Gorzko, co? I wcale nie do całowania. Co począć, kiedy czasem musi tak być. Jak u Barbary Kosmowskiej. Swoją drogą książka świetna, ale bolesna. Zalecam nie dotykać w czasie emocjonalnych…

Z wiatrem

Nie wiem dokąd wieje ten wiatr. Podobno biednemu zawsze w oczy. Mój chyba z południa na północ, bo wywiewa mnie ku morzu. Powinnam była stanąć przed życiem i powiedzieć jak Hans Kloss: nie ze mną te numery. Ale one były ze mną. Wierne jak psy. Jak pitbulle. Co teraz? Wyjadę. Gdzie skarb mój, tam serce…