Dlaczego nie należy definiować się przez swoją historię?

Uwaga! Wpis nie jest dedykowany osobom, które dopiero poznają swoją historię, czyli np. zaczynają terapię. Zagadnienia, które w nim poruszę, jeszcze ich nie dotyczą. Jeżeli takie osoby mimo wszystko chcą przeczytać poniższy tekst, niech potraktują go z dużą dozą ostrożności. Nie chciałabym im zaszkodzić. Zdecydowałam się podjąć ten temat, bo jest mi bardzo bliski i…

Nie umiemy w życie

Aktualnie jestem dość dobrze zmęczona i porządnie rozmemłana i ani drzemka, ani mocna, czarna kawa nie wpłynęły na zmianę tego stanu. Podarte leginsy i bluzka od piżamy nie są może strojem godnym filozofa, ale niewiele poradzę na to, że refleksja przyszła właśnie teraz. Niby Herbert zaprzeczał temu, jakoby myśli chodziły po ludziach („Pan Cogito a…

Znowu Osiecka

Ciekawa sprawa z tym „Neponsetem”. Kupiłam książkę w dość zabawnych okolicznościach. Byłam akurat w mieście, kiedy okazało się, że mam przed sobą dłuższą chwilę wolnego czasu i nie bardzo wiem co ze sobą zrobić. Na szczęście w kamienicy przy Placu Litewskim (Lublin pamięta o unii) znajduje się MCDonald’s, który niczym rycerz na białym rumaku (dlaczego…

„Kroniki z życia ptaków i ludzi” i papużki faliste

Wyznam na wstępie, że nie miałam nigdy szczególnego zamiłowania do ptaków. Owszem, lubię bociany, bo są majestatyczne i kojarzą się z wiosną. I szalenie podobają mi się łabędzie. Ale dla równowagi panicznie boję się gołębi, a w podstawówce hodowałam papużki faliste i byłam dla nich niedobrym opiekunem. To jak je zaniedbywałam, do tej pory wywołuje…

O Katyniu słów kilka

Kwiecień to bardzo ładny miesiąc. W kwietniu pobrali się moi rodzice. To samo przed niemal dwoma tygodniami poczynili moi przyjaciele, co chyba dobrze o kwietniu świadczy. Kwiecień pachnie rozkwitającą wiśnią i rozpromienia łąki mniszkiem lekarskim. Wręcza upragnione, długo oczekiwane ciepłe wieczory. Kwiecień jest obiecujący i tchnący nadzieją. Tyle, że nie zawsze i nie w każdych…

„Lato” na wiosnę

  Pejzaż za oknem prezentuje się wyjątkowo pięknie. Świat macha pogodnie gałązkami forsycji i zaprasza do wyjścia zapachem fiołków. Ciepłe wieczory otulają ramionami niczym ukochany mężczyzna. A ja mimo rozkwitającej wokoło wiosny zdecydowałam się na zupełnie letnią lekturę. Choć ostatnie co bym o sobie powiedziała to to, że wyprzedzam epokę. Tove Jansson ceniłam od dawna….

Perpetua i Felicyta

W Kanonie Rzymskim, czyli I Modlitwie Eucharystycznej, Kościół Katolicki wspomina dwie męczennice o dość nietypowych imionach. Kto słuchał uważnie w Święta, ten pewnie to spostrzegł. Tak się składa, że na pierwszym roku studiów historycznych poczyniłam pracę proseminaryjną o męczeństwie św. Perpetuy i choć zdecydowanie nie można mnie nazwać specem od tematu prześladowań pierwszych chrześcijan, to…

Poratowana przez „słońce i jej kwiaty”

To był bardzo zły dzień. W nocy nękały mnie koszmary, więc obudziłam się pełna mniej lub bardziej określonych lęków, okropnie źle się czułam, chodziłam głodna a w dodatku ciasto na Wielkanoc postanowiło stawiać mi czynny opór i skomplikować przygotowania. I nawet głupio mi było iść do Pana B., żeby powiedzieć Mu: Tato, mam dziś beznadziejny…

Droga krzyżowa, czyli o tym czy chrześcijanie to masochiści

Jeśli kto wierzy we Mnie, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje. Z pewnością całkiem nieźle kojarzycie „Pasję” Mela Gibsona. Poza wszelkimi walorami natury religijnej, to w końcu bardzo dobry film. Ja włączyłam go przy okazji Niedzieli Palmowej, uznając, że skoro zaczyna się Wielki Tydzień, to wypada w niego…

„Mój dziadek był drzewem czereśniowym”. I kowalem. I jeziorem w lecie

  Po nos zakopana w ciepłą kołdrę, przy nikłym świetle nocnej lampki pochłaniałam książkę Angeli Nanetti, nie potrafiąc oderwać się nawet na chwilę. Skończyłam równo o 1.18., ze łzami w oczach rejestrując fakt, że to już koniec, że już więcej nie będzie, a w ogóle to pora spać. Ale zasypiając zdążyłam jeszcze uchwycić się nadziei,…

Nie milcząc o „Wieży milczenia”

Mam nieprzyjemne wrażenie, że biorąc do ręki książkę Remigiusza Mroza, przywołałam nieprzychylną aurę, bo kiedy zaczęłam ją czytać, przyszło szalone ochłodzenie. Jakby nazwisko autora zobowiązywało do zmian atmosferycznych. Ale nic to – jak mawiał pan Michał. Nie będę się bez potrzeby obwiniać, bo to niezdrowe. Lepiej zmierzać ku meritum. Szczególnie, że widok za oknem zwiastuje…

Przybyłam, zobaczyłam, oni zwyciężyli – część II

W swoim ostatnim wpisie opisywałam zwycięstwa. Wbrew tytułowej parafrazie nie była to jednak wygrana Juliusza Cezara pod Zelą (47 r. a.C.) ani też odsiecz wiedeńska Jana III Sobieskiego (1683 r.). Były to zwycięstwa dużo bliższe, które dane mi było oglądać na własne (niepozbawione wady wzroku) oczy. Wpis jednak urwałam z powodu za dużego nasycenia treścią….