Kwarantanna zaburzonego ekstrawertyka (i katolika)

drew-taylor-235558-unsplash

Od dziecka wpisany jest we mnie brak lęku przed śmiercią. Może dlatego, że życie przeraża mnie o wiele bardziej niż śmierć? Może dlatego, że z utęsknieniem czekam na spotkanie z Panem B. (a On jeszcze bardziej czeka na spotkanie ze mną)? A może po prostu jestem jakoś dziwnie skonstruowana i brakuje mi piątej klepki? W każdym razie – jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało – tego lęku we mnie po prostu nie ma, a idąc dalej nie ma też lęku przed zachorowaniem. Co innego z obawą o innych i związanym z tym poczuciem odpowiedzialności. Tu na szczęście wszystko gra. Jestem ostrożna, nie wychodzę, gdy nie jest to absolutnie konieczne i za każdym razem, kiedy już muszę załatwić coś poza domem (mówię tu w zasadzie tylko o kupowaniu jedzenia) szczerze martwię się o to, czy nikogo nie narażam. Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, że nieustannie siedzę na dupie w chałupie.

Przesadziłam kwiatka, umyłam okno, przemalowałam stolik i napisałam opowiadanie dla dzieci na konkurs. Gotuję, sprzątam, czytam książki, układam puzzle, rozmawiam z przyjaciółmi, oglądam filmy i modlę się. Staram się maksymalnie organizować sobie czas. Ale są chwile, gdy jest mi zwyczajnie ciężko.

Mam w sobie trzy obszary, na których pojawia się najwięcej trudności, frustracji, a momentami prawdziwego cierpienia. Ekstrawertyzm, zaburzenia, wiara. Trio z Rio.

Powtarzam to nieustannie, więc powtórzę jeszcze raz: uwielbiam ludzi. Pracuję z ludźmi, dwa razy w tygodniu chodzę na wspólnotę i zazwyczaj minimum trzy razy w tygodniu spotykam się ze znajomymi. A bywa, że i prawie codziennie. To w ten sposób ładuję akumulatory, to spotkania z ludźmi motywują mnie do codziennego wstawania z łóżka i zmagania się z trudami życia. Poza Bogiem nie ma dla mnie większej wartości niż relacje. Na trzecim miejscu są książki.

green-chameleon-21532-unsplash

Spotkania z ludźmi sprawiają, że sfrustrowana świadomością, iż ciągle znajduję się nie w tym miejscu życia, w którym bym chciała (za to może w tym, w którym trzeba?), wycieram chusteczką zaryczaną twarz i zasmarkany nos, i uśmiecham się do codzienności. To oni stawiają mnie do pionu za warkoczyk (już słyszę jak moja przyjaciółka Asia krzyczy mi nad uchem: „Jaki, kurła, warkoczyk? Warkoczyk to ty możesz mieć jedynie pod pachą!” – co jest poniekąd prawdą, biorąc pod uwagę obecną długość moich włosów). To oni powodują, że spod tony kompleksów wygrzebuję przekonanie, że może jednak coś znaczę (choć tego przekonania staram się od nich nie uzależniać). Tymczasem teraz, choć niby są blisko, to są daleko. Telefon, messenger, a nawet wideorozmowy, które coraz częściej praktykuję, nie zastąpią fizycznego, namacalnego kontaktu z drugim człowiekiem. Całe szczęście mieszkam z rodziną, więc nie uschłam jeszcze całkiem niczym Zenon (mój kwiatek), ale tęsknię też za innymi osobami, które są na trwałe wpisane w moje życie, a które teraz są w nim obecne tylko duchem, bo ciałem za bardzo nie mogą. Więc łatwo nie jest. Ekstrawertycy wszystkich narodów łączcie się, bo nadszedł dla was wiek miecza i topora (to coś z „Krwi elfów” Sapkowskiego, ale nie czytałam).

Drugi trudny obszar to obszar moich zaburzeń. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, bo co moje jest moje (co jara mnie? – hehe, faza na dziwne skojarzenia uruchomiona), ale mogę zdradzić, że okresy zbyt dużej ilości wolnego czasu zawsze powodowały we mnie spadek kondycji psychicznej i pogłębiały wynikające z tego trudności. Dlatego też (i z kilku innych powodów) nigdy nie przepadałam za wakacjami. Mam wtedy znacznie więcej bitew do stoczenia. I często okazuje się, że wcale nie znajduję się w armii zwycięzców. A rezygnując z metafor: po prostu jest cholernie trudno, bo nie ma dokąd uciec, więc włącza się nawet to, co dawno miało być pogrzebane. „Hulaj duszo, piekła nie ma!” – zdają się krzyczeć moje zaburzenia, z impetem szarżując w pewnej swej wygranej husarii. A terapia jest na telefon, co jest czynnikiem dodatkowo stresującym. No bo przecież telefon od zawsze przerażał. Więc zanim wybierze się numer, trzeba się trzy razy pomodlić i zapanować nad szalejącym oddechem. Czyż nie? W każdym razie dla osób z trudnościami psychicznymi ten czas jest szczególnie bolesny.

I tym sposobem dochodzimy do mojej największej wartości czyli wiary. Chyba nigdy słowa z Psalmu 63 nie były tak bardzo tożsame z tym, czego doświadczam. „Ciało moje tęskni za Tobą jak zeschła ziemia łaknąca wody”. Ponieważ nie chcę  narażać nikogo na niebezpieczeństwo, wybieram internetowe bądź telewizyjne transmisje Mszy Świętych. I czuję się jak ta zeschła ziemia, gdy wpatrując się w ekran całą cząstką siebie tęsknię za Komunią z Mężczyzną mojego życia. Z Tym, który mnie wymyślił i chciał. Który w żadnym scenariuszu nie zakładał i nie wyobrażał sobie tego świata beze mnie. Który przeprowadził mnie przez wiele ekstremalnie trudnych doświadczeń, a teraz przeprowadza i przez to. Na Triduum Paschalne czekałam zawsze cały rok. Teraz czekam z bólem. Choć prawda o Zmartwychwstaniu jest większa niż jakiekolwiek epidemie.

dominik-kuhn-394789-unsplash

Siedziałam ostatnio z Panem B. na naszej wieczornej kolacji przy świecach (świeca w zasadzie jest jedna, a jedynym pokarmem jest Jego Słowo i moja herbata, ale pewnie się zgodzicie, że to wystarczy za wszystko). Wiedziałam, że Jego też boli, bo żaden Ojciec nie chce patrzeć na cierpienie swoich dzieci. Więc tak siedzieliśmy w blasku tej świeczki, a ja miałam gęsią skórkę na nieogolonych nogach i wiedziałam, że rozumiemy się bez słów.

Nie jest łatwo. Ale z każdego grobu da się wyjść. Niedługo na pewno się o tym przekonamy.

6 komentarzy Dodaj własny

  1. Andzia pisze:

    Pięknie napisane 💙 odnajduję tu dużo siebie 😁

    Polubione przez 1 osoba

    1. Całym sercem dziękuję! ❤️❤️❤️

      Polubienie

  2. Aga pisze:

    Piękne, osobiste, ale tak bardzo prawdziwą słowa. Wiesz co jest w Tobie najpiękniejsze? Autentyczność, dobro i taka…. czystość. Czystość serca i umyslu. Tak Cię widzę. I podziwiam 🙂 I jestem z Tobą 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ojej, nie wiem co powiedzieć… Dziękuję! ❤️

      Polubienie

  3. Aleksandra Machniak pisze:

    Misiaaaa ! 😊Tak bardzo lubię Twoje słowa. Widzę, że pod pewnymi względami niczym się nie różnimy. Biorę przykład 😏

    Polubione przez 1 osoba

    1. Czyli niedługo będzie Cię można poczytać? 😊 Suuuuuper, nie mogę się doczekać!!! ❤️

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s