Podglądam życie, którego „Nie ma”

„Nie ma” boli.

„Nie ma” przeszkadza.

„Nie ma” nie istnieje.

annie-spratt-485402-unsplash

Czasami wydaje mi się, że „nie ma” jest treścią mojego życia. Zwłaszcza od niespełna trzech lat. Ale nie tylko. „Nie ma” jest w końcu całkiem niezłym żartownisiem. Niby go nie ma, a uwiera jak jasna cholera.

No bo pomyślmy – skoro nie istnieje (jak może bowiem istnieć coś, czego nie ma), to jakim cudem staje ością w przełyku i wbija się szpilkami w serce? Nie jest bytem, więc nie można wytoczyć mu procesu i skazać na stryczek (wszak i tak go nie ma), co oznacza, że jest bezkarny. I katuje. Każdego dnia karmi cię goryczą. No do cholery – śmieje ci się w twarz!

Ostatnio napisałam, że jesień jest dobrym czasem na „nie ma”. Podtrzymuję tę opinię. „Nie ma” spada pożółkłymi liśćmi i bije wiatrem po twarzy. Czuję jak się czai, wychyla nos z każdego kąta i szydzi z mojego uwiązanego na smyczy serca. Oj, jak szydzi! Pokłada się ze śmiechu, tarzając po podłodze, gdy widzi jak wjeżdżam na przedostatnie piętro Collegium Jana Pawła II z nadzieją, że go tam zobaczę. Jak kiedyś. A potem do krwi zagryzam wargi, żeby się nie rozpłakać. Drwi, bo wciąż widzi w moich oczach jego odbicie.

A przecież nie tylko ja mam swoje „nie ma”. Pewien znany polski reportażysta – Mariusz Szczygieł – postanowił różne „nie ma” (nie tylko swoje) pozbierać. I ułożyć z nich dzieło sztuki. Chciał, żeby przetrwały, choć w mojej opinii „nie ma” trwa zawsze. Tym samym pan Mariusz stworzył coś, co zasługuje nie tylko na nagrodę „Nike”, ale przede wszystkim na to, by zdjąć je z półki i dać się porwać sentymentalnej podróży. Nie zawsze łatwej, ale o tym, że „nie ma” z założenia łatwe nie jest, wie chyba każdy.

No to na czym polega ta podróż? W skrócie: na podglądaniu życia, którego nie ma. Na spotykaniu się z tym, co trwa jedynie w pamięci, w pustych już murach, na czarno-białych fotografiach. Ale trwa.

autoestima-cidada-Qx2DzMXbr7g-unsplash

Nie są to klasyczne reportaże. Zanurzone są w oceanie liryczności, a każda historia opisana została subtelnie, z właściwą autorowi wrażliwością i delikatnością. Oczywiście ja, w swym niemierzalnym zachwycie, chciałabym Wam opowiedzieć o wszystkich. O czeskiej willi, która kryje w sobie fascynującą historię arystokratycznej rodziny, o siostrach bliźniaczkach, których miłość niosła w sobie tyleż piękna, co tragizmu, o węgierskim sklepiku, w którym wyprzedaje się rzeczy po zmarłych. A nawet o tych wstrząsających jak ta o zakatowanym chłopcu (i o tym jak przemoc dziedziczy się w spadku) albo uldze związanej ze śmiercią molestującego seksualnie ojca. Ale nie będę opowiadać. Liczę, że przeczytacie sami.

Na koniec powiem Wam za to, że nie wierzę w „nie ma”. Wszystko trwa, wszystko gdzieś zostaje. W przedmiotach. We wspomnieniach. W bólu i wzruszeniu. W nadziei. W zapachu przyniesionym przypadkiem przez wiatr. W smaku herbaty. Na przedostatnim piętrze Collegium Jana Pawła. I w Niebie.

„Nie ma” nie ma.

annie-spratt-8GosrO4_7C8-unsplash

6 komentarzy Dodaj własny

  1. Niezła rozkmina na późny wieczór 😉

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Hahaha, faktycznie, ale nawet nie zauważyłam 😁

    Polubienie

  3. Kat pisze:

    Trudne jest życie z „nie ma”… W mojej rodzinie dużo go było w pewnym momencie, jakoś się z nim rosło i paradoksalnie, choć go nie ma, to wciąż jest. Ech, muszę koniecznie przeczytać tego Szczygła, jeszcze bardziej mi zrobiłaś na niego apetyt! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kat pisze:

      A raczej narobiłaś apetytu na niego – jakoś mi wjechała obca składnia 😀

      Polubienie

    2. Tak, przeczytaj, naprawdę warto! 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s