Jesień

Kilka okołojesiennych myśli, żeby się nimi zaciągnąć jak zapachem zeschniętych liści (rym niezamierzony).

aaron-burden-AtDUYurMJIU-unsplash

***

Opowiem Wam pewną historię (usłyszałam ostatnio, że według niektórych literatów pierwsze zdanie jest najważniejsze dla tekstu; wygląda na to, że ten tekst nie wzniesie się na wyżyny).

Była sobie kiedyś dziewczyna. Żyła w wieku głównie XXI, ale miała zaszczyt bądź ujmę zahaczyć nieco o wiek XX. Podobnie jak Franz Kafka, którego uwielbiała (tak samo zresztą jak Hłaskę, Camusa czy Twardocha, a więc grono literatów roztaczających pięknie dekadencką perspektywę wszechobecnej katastrofy). <Mam tu na myśli oczywiście jedynie zahaczenie o wiek XX, bo w XXI mogli się z Franzem spotkać tylko za pośrednictwem literatury. > Oprócz Kafki uwielbiała też gorącą herbatę z cytryną, goździkami i imbirem, szalik omotany wokół szyi, chłód przyjemnie szczypiący w policzki, otulające swetry i długie wieczory z książką. Jednym słowem: iście jesienna osobowość (po prawdzie są to trzy słowa, ale z matematyką nigdy nie było jej po drodze).
Jesienią się więc zaciągała. Z radością zacierała ręce widząc kasztany o pękatych brzuszkach oraz złociste liście, które to skarby od razu upychała do kieszeni płaszcza lub do torebki.
Częściej odwiedzała klimatyczne kawiarnie, więcej pisała, mocniej kochała. I choć czuła zawsze bardzo mocno , w zasadzie składała się głównie z czucia, to jesienią jakoś intensywniej. Nie zawsze były to uczucia łatwe. A przed niełatwymi miała tendencję uciekać. Unikała wtedy kontaktu ze sobą, a może trochę szkoda. Może dowiedziałaby się nie tylko rzeczy paskudnych, ale i tych pięknych? Na razie nie dała sobie szansy.

***

Jesień była dobrym czasem na „Nie ma”. Zdaje się, że nie bez przyczyny od wieków w różnych kulturach to właśnie jesienią obchodzono święta ku czci zmarłych. Jesienią wszystko, czego nie ma, wraca mocniej. Jesienią „jest” to, czego „nie ma”. I och – jak mocno jej to doskwierało.

ksenia-makagonova-LuK-MuZ-yf0-unsplash

***

Jesienią odwiedziła Morze. Obserwowała je jak zawsze – z zachwytem wyrażającym się w podskokach i piskach radości. Morze odwdzięczyło się, obserwując ją z niemym zachwytem.

***

Nie zaczęła się mimozami, a w sieni nie pachniało od niczyich listów, a nawet kolejny raz okazała się trochę trudna, bo gdy spojrzała jej w oczy, musiała się konfrontować z prawdą. Jej treścią wciąż jeszcze była tęsknota. Przecież wtedy też była jesień. Domowe konfitury od Mamy. I Ktoś, kto na zawsze miał pozostać ważny. Więc tą zasmarkaną Jesienią chciała się trochę zaopiekować. Wytrzeć jej nos i zrobić kakao. Bo czasem bywa smutna. Ale i tak niezmiennie pozostaje ulubiona.

david-kovalenko-rkkr6-2I4sg-unsplash

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s