Nie wiem

natalie-collins-57861-unsplash

Żadna ze mnie zwolenniczka teorii, że kiedyś było lepiej, bo znam historię i wiem, że wcale nie było. Odkąd na świecie jest grzech, to jest na nim źle – wszyscy jak jeden mąż poczłapaliśmy na wschód od Edenu. Zdanie: „teraz są ciężkie czasy” w zasadzie jest prawdziwe, ale odnosi się do czasów wszelakich. Lekkie czasy nastąpią dopiero po Apokalipsie (i to też dla tych, którzy wybiorą opcję all inclusive), teraz mamy krew, pot i łzy i należy się z tym pogodzić. Wziąć na klatę – mówiąc językiem kulturystów.

Czy oznacza to, że podoba mi się dzisiejsza rzeczywistość? Codziennie rano pełna entuzjazmu i zapału, energicznie wyskakuję z łóżka i z kubkiem aromatycznej kawy staję w oknie, by rozkoszować się fenomenem otaczającego mnie świata? No nie. Z moich oczu częściej płyną łzy rozczarowania i bólu niż wzruszenia i zachwytu. Nie chcę obrzydliwości pedofilii w żadnym środowisku świata, a tym bardziej w tym jednym, świętym, powszechnym i apostolskim Kościele. Nie chcę nierzadko żenującej postawy Episkopatu. Nie chcę też, by Kościół zdegradowano, uwydatniając tylko brzydotę, a odcinając ludzi od piękna (bowiem czy świat Emila Zoli to pełny obraz rzeczywistości?). Nie chcę partii politycznych, które używają wiary w Boga jako karty przetargowej i kiełbasy wyborczej. Nie chcę plucia na świętości, waginy imitującej Najświętszy Sakrament, ale nie chcę też określeń „pedał” i „zbok”. Nie chcę aborcji. Nie chcę palących się katedr. Nie chcę złego traktowania kobiet. Nie chcę, by obrażano ludzi dlatego, że w wyborach zagłosowali tak a nie inaczej. Nie chcę chamskiej propagandy w mediach ani socjalistycznej gospodarki. Nie chcę podziałów społecznych. Nie chcę braku szacunku dla nauczycieli i ich pracy. Nie chcę nieadekwatnych zarobków. Nie chcę globalnego ocieplenia wywołanego naszą egoistyczną postawą. Nie chcę, by rodzice dawali dzieciom klapsy, twierdząc, że to świetna metoda wychowawcza. Nie chcę, by ludziom chorym na depresję mówiono „weź się w garść”. Tak samo jak nie chcę mieć rozpieprzonego życia, poharatanego serca i nie chcę musieć tęsknić za kimś, kto nie tęskni za mną. Jest tylko jeden szkopuł. To jest ziemia, nie Niebo. Tutaj jest grzech i zło. Także we mnie. A skoro sama się potykam i przewracam, to chyba nie mogę oczekiwać, że i świat nie będzie tego robił.

nikko-macaspac-263785-unsplash

Po co ten wpis? Bynajmniej nie ma on być komentarzem (choć mogłoby się tak wydawać) do bieżących wydarzeń, bo tych komentarzy mamy tysiące. I pewnie jesteśmy nimi zmęczeni – ja przynajmniej jestem. Nie mam do powiedzenia nic nowego – nihil novi sub sole – oszczędzę sobie powtarzania tego, co słyszeliście już milion razy. Chciałam napisać o czymś innym. Zaczęłam od tego, że nie po drodze mi z opinią: „kiedyś to było, a teraz to nie jest”. Chociaż od wieków ludzkość popełnia te same błędy, to istnieją jednak trudności charakterystyczne dla danych czasów, bolączki, które wynikają niejako z okoliczności. Nasze czasy płyną pod znakiem social mediów, co generuje wiele ciekawych zjawisk, o których mogłabym napisać masę notek i pewnie kiedyś to zrobię. Tym razem chciałabym skoncentrować się na jednej kwestii. Odkąd funkcjonujemy w social mediach albo – pisząc bardziej osobiście – odkąd ja w nich funkcjonuję – mam poczucie, że świat oczekuje ode mnie opinii na każdy temat. To jest duży ciężar. I szalona odpowiedzialność. Bombardowani coraz boleśniejszymi newsami ze świata i zmuszani do nieustannego formułowania opinii, możemy poczuć się jak Atlas dźwigający na ramionach cały świat. Lekko kurna nie jest.

Nie jestem człowiekiem bez opinii. Tak byłoby łatwiej, ale bezsprzecznie głupiej. Mój wpis nie będzie pochwałą głupoty. Ale jest na tym świecie coraz więcej zjawisk, przed którymi muszę stanąć i uczciwie powiedzieć: nie wiem. Nie wiem dlaczego, nie wiem jak, nie znam rozwiązania, nie mam na to pomysłu – nierzadko bywam zupełnie bezradna. Czasem im więcej opinii i komentarzy czytam, tym bardziej się gubię. Mam mętlik w mojej małej głowie.

Najmądrzejszą osobą świata czułam się w gimnazjum. Im dalej w las, tym ciemniej, a im dalej w lata, tym silniej uderza mnie w twarz własna niewiedza. O ironio sokratejska – chciałoby się rzec.

Więc nie wiem. Staram się poszukiwać. Czytam filozofów i poetów. Tych, którzy świat rozumieli lub którzy go czuli. Czytam i słucham tych, którzy jawią się jako autorytety. A im bardziej poszukuję, tym mocniej uświadamiam sobie, że nie odpowiem nigdy na wszystkie pytania i zawsze będą rzeczy dla mnie za trudne. Nawet jeśli świadczy to o wątłości umysłu. Trudno. Nie znam się na wszystkim, choć w Internecie przecież wszyscy się na wszystkim znają. I czasem siadam na dywanie, a wokół mnie leżą rozrzucone informacje ze świata, jego problemy i bolączki, i czuję się mała, i chce mi się płakać. Bo nie wiem.

Podobno wychowawca ma pomagać wychowankowi zrozumieć świat. Robi mi się smutno, bo przecież ja sama wielu rzeczy nie rozumiem. Jak więc mam objaśniać świat swoim przyszłym uczniom albo dzieciom? Świadoma własnej małości, przeraziłam się odpowiedzialnością. Uspokoiła mnie Asia. Chyba wystarczy, gdy pokażę im, by nie ustawały w poszukiwaniach. Tak powiedziała. Ja nie ustaję. Ks. Tischner pisał, że nauczyciel ma pokazać uczniowi jak się świat odkrywa. Staram się go odkrywać. Ciągle bardziej i bardziej. Choć bardzo często zwyczajnie nie wiem.

feliphe-schiarolli-445103-unsplash

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s