Marzenia niestandardowe

Dawno, dawno temu, gdy Babcia Gawędziarka była małą dziewczynką, z pasją oglądała „Od przedszkola do Opola” i „Muminki” (do tej pory nie rozumiem, dlaczego nikt nie wydał ich na dvd), piła Vibovit, niańczyła lalki, pisała ckliwe opowiadania, których bohaterowie wyznawali sobie miłość łapiąc się za serce i wysyłała listy do Pana B. rzucając je na wiatr. W końcu fantazja jest od tego, żeby bawić się na całego.

charlie-harutaka-66827-unsplash

Babcia w wersji mini słuchała też piosenek Majki Jeżowskiej, trwale zapisując sobie w umyśle i sercu słowa o tym, że marzenia się spełniają, tylko trzeba w nie mocno wierzyć. Dziś wiem już, że oprócz wiary w nie, należy im nieco pomagać. Ale marzę nadal, bo życie bez marzeń byłoby jak pączek bez nadzienia: sami przyznacie, że kompletnie bez sensu.

Nalewając soku marchewkowego do białego kubka (kolory intensywnie kontrastują) rozmyślam nad moimi marzeniami. Na przestrzeni lat było ich wiele. Z niektórych się dziś śmieję, inne udało mi się zrealizować. Są i takie, na które czekam dalej. Jedne zależne ode mnie (ale do ich realizacji należy ruszyć tyłek), inne nie za bardzo. Ważne, że są. Dzień jest mroźny, a czytelnicy przychodzący do biblioteki wnoszą ze sobą chłodne powietrze i zacierają ręce, pociągając zaczerwienionymi nosami. Szkoda, że nie serwujemy tu gorącej czekolady. Każdy z nich również ma swoje marzenia. Czasami nawet  – po rodzaju wypożyczanych książek – można odgadywać jakie. Moich nie musicie zgadywać. Dziś opowiem o nich wprost.

Popracować jako baristka w małej, klimatycznej kawiarni

Czuję w tym tak intensywną bohemę artystyczną i cyganeryjność, że przyćmiewają one zapach podawanej w podobnych miejscach kawy. Mała kawiarnia (a najlepiej kawiarnio – księgarnia), delikatny gwar przy stolikach i świat oglądany przez olbrzymią szybę. Ktoś w skupieniu pracuje przy laptopie szybko połykając espresso. Dziewczyna i chłopak trzymają się za ręce, zapominając o stygnącej aromatycznej herbacie. Grupa przyjaciół gra w planszówkę coraz wybuchając perlistym śmiechem. Starszy, elegancki pan czyta grubą książkę, racząc się mocną czarną bez cukru. I w tym świecie ja, z uśmiechem na ustach i życzliwym słowem serwująca kawy, herbaty, słodkie tarty albo kakao. To rzeczywistość zupełnie jak z filmu. Co z tego, że wiek, że tytuł magistra, że doktorat, że trzeba poważnie myśleć o życiu… Ja oddałabym wiele, żeby na jakiś czas zamienić się w Mię z „La la landu” i serwować kawę przedstawicielom swego gatunku. Cichutko podszeptuję to marzenie Panu B., przesuwając w palcach paciorki różańca. A nuż się spełni…

paolo-nicolello-694117-unsplash

Pojechać na Syberię

Ja i Duśka (moja młodsza siostra, zupełne przeciwieństwo mojej osobowości, jednocześnie szalona miłość na całe życie) uwielbiamy mem z Józefem Stalinem bazujący na czarnym humorze. Widnieje na nim wspomniany Stalin celujący w kogoś w palcem wskazującym, a podpis oznajmia: Gratulacje, wygrałeś pobyt na Syberii. Jeśli kogoś to gorszy, przepraszam. Ja zaśmiewam się do rozpuku. Razem z siostrą stosujemy ten tekst jako permanentną wrzutę, gdy ta druga zrobi lub powie coś głupiego.

Problem w tym, że pojechać na Syberię to ja bym bardzo chciała. Od dawna fascynują mnie syberyjskie tajgi, fauna i flora tamtych terenów oraz kultura rodzimych ludów. No i dodatkowo szalone syberyjskie zimy. I Bajkał! Myślę, że z pasją – niczym Bronisław Piłsudski – obserwowałabym tamtejsze życie. A gdy przypomni mi się jeden z moich ulubionych filmów – „Jeniec. Tak daleko jak nogi poniosą” – to jestem jeszcze bardziej zmotywowana i podekscytowana planowaną podróżą na tereny północno-zachodniej Rosji. Choć historia w filmie jest przejmująco przerażająca. Nic nie poradzę, że podobne motywy fabularne ogromnie mnie fascynują. Dlatego pamiętajcie, gdy będę już sędziwym starcem (brzmi to dostojniej niż sędziwa staruszka), rozliczcie mnie z tego czy odwiedziłam Syberię. Koniecznie!

casey-horner-487085-unsplash

Wypić kawę na nadmorskim molo przy wschodzie słońca

W zasadzie kiedyś zrobiłam już ku temu podejście. Było to tak. Odwiedzałam przyjaciół z Gdańska w czasie, na który przypadały moje urodziny. Dzień przed zacną rocznicą mego przyjścia na ten łez padół sprawdziliśmy, o której będzie wschód. Nastawiliśmy budziki. Gdy rano bezczelnie wybudziły nas ze snu, grzecznie założyliśmy ubrania na piżamy, zaparzyliśmy kawę w kubkach termicznych i wyszliśmy z bloku. Ahoj, przygodo! Jakież było nasze rozczarowanie, gdy okazało się, że leje intensywny deszcz! Nici z wyprawy. Pogoda może zrujnować marzenia. Weszliśmy więc z powrotem do domu. A tam niespodziewanie Ola i Madzia zaczęły udawać szumiące morze, Paweł zza nich wzeszedł, zapalając światło. Po tej krótkiej inscenizacji złożyli mi życzenia, wyściskali i wręczyli prezenty. Gdańska Zaspa ulokowana jest nad morzem, więc można powiedzieć, że marzenie w pewien sposób się spełniło. W każdym razie były to najlepsze urodziny w moim życiu i do tej pory wspominam je, czując w przełyku łezki wzruszenia. A na tę kawę na molo przyjdzie jeszcze czas.

chris-galbraith-784551-unsplash

Zagrać na gitarze „Dziewczynę z granatem w ręce”

Problem w tym, że nie umiem grać na gitarze, chociaż instrument ten posiadam od czasów gimnazjalnych. Nie tracę jednak nadziei, bo kolega Arek (jedna z niewielu osób nazywająca mnie „Ewką” <to miłe>) opowiedział mi kiedyś pewną historię. Pani z jego miejscowości obchodziła hucznie setne urodziny. Impreza była z pompą, ura bura Guantanamo, przyszedł nawet sam pan wójt. Jednym słowem: wesoło. Zapytano staruszkę, czego najbardziej żałuje. Odpowiedziała, że gdy miała 60 lat, chciała nauczyć się grać na skrzypcach, ale wszyscy wokół skutecznie jej to odradzali, argumentując to zbyt zaawansowanym wiekiem. Kobieta powiedziała, że bardzo żałuje, że ich wtedy posłuchała, bo grałaby już od 40 lat. A, że ja nie skończyłam jeszcze 26, gitara jest wciąż w zasięgu moich możliwości. 😀

Piosenka z „Czasu honoru” wykonywana przez Kasię Sawczuk urzekła mnie od początku. Znam ją na pamięć i często śpiewam. Kiedyś nauczę się ją grać i wrzucę film. Tymczasem zaczekajcie.

toa-heftiba-493448-unsplash

Fajne te marzenia. Grzeje mnie nie tylko chabrowy wełniany sweter i ciepły kaloryfer, ale również one. A jakie są Wasze marzenia? Pamiętajcie, żeby z nich nie rezygnować, bo pączek bez nadzienia to żaden pączek!

Całuję mocno

Babcia.

Reklamy

4 komentarze Dodaj własny

  1. tucynamonka pisze:

    Babcie najlepiej znają się na pączkach, więc obiecuję grzecznie trzymać się swoich marzeń – według Twoich wskazówek. 😊
    Moje największe to napisać książkę (ups, naprawdę przyznałam się publicznie?). Poza tym nauczyć się gry na pianinie i śpiewu. I fotografii.
    A poza tym to być zdrową.
    Takie przyziemne. Twoje za to ciepłe i klimatyczne, po prostu Babcine.
    Niech Ci się wszystkie spełnią. ❤️

    Polubione przez 1 osoba

    1. Niech się spełnią! ❤
      Czekam na tę książkę! 🙂

      Polubienie

  2. Kasia pisze:

    Dziękuję Babciu za ten tekst, bo po pierwsze przypomniałam sobie dzięki Tobie moje dziecięce marzenie o lataniu. Przywiązywałam balony po dwóch stronach drewnianej tacki i zbiegając z górki usiłowałam się odbić do góry. Wierzyłam w to, że to tylko kwestia odpowiedniej ilości balonów. O cudowna, dziecięca naiwności. Miło mi się zrobiło na to wspomnienie. Po drugie, stwierdziłam, że może faktycznie nie sprzedam tej gitary, na którą od lat tylko patrzę, bo w sumie, to mam jeszcze czas…

    Och gdybym miała tylko władzę Stalina, to wysłałabym Cię na tą Syberię:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Hahaha, dziękuję! 😀 Z balonami to urocza sprawa, dzieci są jednak wspaniałe! ❤ A gitary nie sprzedawaj, nauczymy się 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s