Łyk kultury

Zima sprzyja obcowaniu z filmem i książką. Służby apelują, że o tej porze roku najbezpieczniej jest zawinąć się w kokon z ciepłego koca, zaparzyć herbatę  i oddać się lekturze albo odpalić dobry film. W każdym razie – ja tak robię. Zagrożenia płynące z nieprzychylnej aury są wtedy zaskakująco mniej straszne. Potwory zostają na zewnątrz, a  twierdza z koca i grubej książki oraz wrzątek w kubku stanowią wystarczającą obronę przed tymi z nich, które chciałyby bestialsko wedrzeć się do pokoju. Niby w tym czasie powinnam czytać lektury zadane mi przez promotora, lecz mam nadzieję, że Pan B. spojrzy na mnie przychylnym okiem i oszczędzi mi mąk czyśćcowych za moje ewidentne lenistwo. Panie B, jest zima – weź pod uwagę okoliczności łagodzące!

brigitte-tohm-190840-unsplash

Lubię dzielić się z Wami tym, co przeczytałam bądź obejrzałam, bo szkoda takie dobroci zachowywać tylko dla siebie. Dobro się mnoży, gdy się je dzieli. W sobotę koledzy i K. byli u mnie na sesji w Warhammera. Z radością zaparzyłam herbatę i przygotowałam kanapki z szynką, żółtym serem i rzodkiewką. A z tym, co warte polecenia, jest tak jak z tymi kanapkami. Chcę, żeby wszyscy się najedli.

Aquaman

Pewnej soboty zupełnie spontanicznie naszła mnie ochota na kino. Takie z colą i kubłem popcornu. Z moim pomysłem pobiegłam do K. Jako, że mój chłopiec uwielbia filmy o superbohaterach, zaproponował Aquamana. Zaaprobowałam ten wybór, bo nic innego z repertuaru Cinema City nie wywołało mojego zainteresowania. No i poszliśmy.

Z natury jestem wodnym stworzeniem i z radością postąpiłabym zupełnie odwrotnie niż Mała Syrenka – zamieniłabym nogi na ogon i płetwy. Szczególnie, że w związku z dolnymi kończynami mam poważne kompleksy. Wracając do tematu – film o wodnym świecie wydał mi się szczególnie fascynujący. A gdy na ekranie zobaczyłam Nicole Kidman, którą wyjątkowo lubię, wiedziałam, że będzie dobrze.

Film Jamesa Wana to piękna baśń o odwiecznej walce dobra ze złem. Baśń o podwodnej Atlantydzie, której mieszkańcy buntują się przeciw stale zanieczyszczającym ich królestwo ludziom z lądu. Trzymający w napięciu film przygodowy. Wzruszająca opowieść o miłości (także macierzyńskiej). Momentami trochę Indiana Jones, innym razem Atlantyda, zaginiony ląd. I przystojny Jason Momoa w roli głównej.

Film jest piękny, także pod względem estetyki. Ładne kostiumy i charakteryzacja bohaterów oraz wspaniale wykreowany podwodny świat są ucztą dla oka. Jeszcze piękniejsza jest sama opowiedziana w filmie historia. Moja wrażliwa kobieca dusza została nakarmiona.

Ważnym elementem filmu jest też wątek ekologiczny. Cieszę się, że twórcy poprzez podobne produkcje starają się uwrażliwić społeczeństwo na to jak bardzo niszczy ono własną planetę. Oby więcej takich komunikatów. Może w końcu weźmiemy się za siebie!

sagar-771072-unsplash

William P. Young, Chata

O powyższej książce głośno zrobiło się w 2017r., kiedy do kin weszła jej ekranizacja. Bardzo chciałam się na nią wybrać, ale rok 2017 zaskoczył mnie lawiną kłopotów (także zdrowotnych) i póki co był to najcięższy rok, jaki udało mi się przeżyć. Więc do kina nie miałam głowy. Dobrze, że wyszłam z tego cała i względnie zdrowa. Ostatnio w ręce wpadła mi jednak powieść Williama P. Younga. Postanowiłam ją przeczytać. I przeczytałam.

Od strony literackiej jest to miernota. Nie ma się co oszukiwać: język jest słaby, historia prosta i bez polotu, opisy za mało rozbudowane, a postaci mogłyby być lepiej poprowadzone – brakuje mi głębszej psychologicznej analizy. Ogółem widać, że jest to prosta, ewangelizacyjna książka człowieka, który pisarzem stał się pewnie z przypadku.

Powieść ma jednak walory, którym mi – jako osobie wierzącej – trudno się oprzeć. W mądry i ciepły sposób pokazuje, czym jest miłość Boża i historia zbawienia.  Obala pokutujący w umysłach wielu z nas obraz Boga jako surowego, osądzającego starca, a w plastyczny sposób pokazuje, kim jest On naprawdę – miłością, ciepłem, dobrocią i oddaniem. Fajnie czytać o Bogu przybierającym postać tęgiej murzynki pichcącej pyszne potrawy. Książka Younga niezaprzeczalnie umocniła mnie duchowo i pomogła budować zaufanie w najważniejszej relacji mojego życia.

Nie lubię określenia „ładna książka”, ale do Chaty Younga pasuje ono jak ulał. Albo jak książę William do księżnej Kate. Powieść jest naprawdę ładna. Podczas lektury robi się cieplej – nawet, gdy na dworze mróz, a mnie przemakają buty. Teraz czas zobaczyć film.

ian-keefe-449093-unsplash

Alexander Freed, Łotr 1

Nie da się ukryć (zresztą nawet nie próbuję), że jestem psychofanką Gwiezdnych Wojen. Chciałabym być Rey, Leią albo Jyn Erso. I mieć własnego droida. I polecieć Sokołem Millenium. I powalczyć mieczem świetlnym. Ciut się rozmarzyłam, ale nic nie poradzę na to, że gdy oglądam Star Warsy, czuję, że moc jest ze mną.

Film Łotr 1 z serii Gwiezdne Wojny – historie jest wspaniałą produkcją. Pod każdym kątem zrealizowano go świetnie i naprawdę nie mam co do niego żadnych zastrzeżeń. K. uważa wręcz, że jest lepszy od Przebudzenia Mocy i Ostatniego Jedi. Może i ma rację. W każdym razie polecam.

W bibliotece, w której pracuję, natknęłam się natomiast na książkę Alexandra Freeda napisaną na podstawie filmu. Od razu mnie skusiła. Trochę ciężko oceniać podobną powieść – jest przecież całkowicie odtwórcza – ale czytało się ją z przyjemnością. Jest dobra jak film. Freed, posługując się ładnym językiem, bardzo obrazowo i precyzyjnie opisał każdą filmową scenę. Dokonał też doskonałej psychologicznej analizy każdej z ważniejszych postaci. Czytelnik za pośrednictwem powieści dostaje się więc do głowy takich postaci jak Jyn Erso, Orson Krennic, Cassian Andor, Mon Mothma, Wilhuff Tarkin, Chirrut Imwe, Base Malbus czy Bodhi Rook. Dogłębnie poznaje ich motywacje, lęki i pragnienia. Film to tylko namiastka tego, co w podobnej materii może dać książka. Alexander Freed spisał się doskonale. Śmiało mogę powiedzieć, że dzięki książce lepiej zrozumiałam (naprawdę dobry) film. Było warto.

saksham-gangwar-159648-unsplash

Swego czasu recenzowałam Hana Solo. Ten film jest zdecydowanie słabszy od Łotra, ale i tak chętnie przeczytałabym jego książkowy odpowiednik. Z tego, co się orientuję, jeszcze takiego nie ma. Zatem czekam cierpliwie.

Jutro będziemy szczęśliwi

Każdy kojarzy film Nietykalni z wybitną rolą Omara Sy. Większość ludzkości na pewno go oglądała. Ja nie należę do tej większości, bowiem udało mi się zobaczyć jedynie fragmenty wybitnego filmu. Chciałabym to szybko nadrobić i zmazać ohydną plamę z mojego dwudziestopięcioletniego życiorysu. Dajcie mi szansę.

Kilka tygodni temu moja ulubiona (i jednocześnie jedyna) mama kupiła inny film z Omarem Sy w roli głównej – Jutro będziemy szczęśliwi Hugo Gelina. Obejrzałyśmy go we trzy – ja, mama i siostra. I…

No właśnie, film jest przepiękny. Tak wzruszającego filmu o miłości ojca do córki nie widziałam dawno. Może i od czasów filmu Tato z Lindą. Oddanie, czułość i poświęcenie jakimi Samuel darzy Glorię są godne podziwu i mocno chwytające za serce. W filmie jest miłość i przyjaźń, a mimo sporej dawki wzruszeń – dobry humor. No i piękne widoki. I klasa, gdy idzie o grę aktorską. Czyli wszystko jak trzeba, a nawet bardziej. Przyznam szczerze, że strasznie się z mamą zryczałyśmy. Smarkałyśmy w chustki jak żony żegnające marynarzy przed rejsem. Tylko siostra nie płakała, ale Duśka – niczym Riennahera – jest elfem pogardy. Choć i jej film bardzo się podobał. Jakżeby inaczej, skoro to cudo? Proszę Was, obejrzyjcie, bo warto!

lauren-lulu-taylor-692833-unsplash

Księga ocalenia

To z kolei film z zupełnie innej parafii. Świat postapokaliptyczny, głód, brak wody i ciemne barwy. Na początku byłam przerażona jego smętnym klimatem. Myślałam sobie – „Za Chiny Ludowe nie dam rady, nie jestem w nastroju na takie historie”. A jednak produkcja w reżyserii Alberta i Allena Hughesów z Denzelem Washingtonem w roli głównej pozytywnie mnie zaskoczyła. To dobry film z mądrym przesłaniem i świetną obsadą. A ciemne zdjęcia, choć wprawiają w smutny nastrój, służą idei. Dla tej idei byłam skłonna przetrawić filmową surowość i brutalizm. I cieszę się, że ten film obejrzałam.

cathy-mu-157475-unsplash

Odkryciem tej produkcji była dla mnie Mila Kunis. Nie sądziłam, że to tak utalentowana, młoda aktorka. W dodatku niezwykle piękna. Idąc za ciosem powinnam chyba obejrzeć Czarnego Łabędzia z jej kreacją aktorską. Lista filmów do obejrzenia nieustannie mi się poszerza…

***

W ostatnim tygodniu przeczytałam również książkę Johna Steinbecka – Myszy i ludzie – którą to K. obdarzył mnie w mikołajki. Ten wybitny pisarz jest autorem mojej najukochańszej powieści – Na wschód od Edenu. Myszom i ludziom należy się jednak osobny wpis. Do Steinbecka trzeba z szacunkiem.

Reklamy

2 komentarze Dodaj własny

  1. tucynamonka pisze:

    O, kochana! Niezły wynik. Też się muszę ukulturalnić, bo aż wstyd przy Tobie! 😀 Przepraszam z góry za objętość tego komentarza, ale tyle wątków pojawiło się w Twoim wpisie, że nie odmówię sobie odrobiny dyskusji.

    Jesteś kolejną osobą, która zachwyca się „Aquamanem”, chyba wyciągnę męża do kina! Lubię filmy o superbohaterach między innymi za to, że często są naprawdę dobre wizualnie. Mnie też przyjemnie jest pogapić się na piękne krajobrazy, ewentualnie na pięknych ludzi. 😉

    „Nietykalnych” kocham jak wszyscy, czekam z niecierpliwością na Twoje wrażenia.

    „Jutro będziemy szczęśliwi” – nie znam i przyznaję, że bardzo mnie tym zaintrygowałaś. Mam ochotę na jakiś ciepły i mądry film. Ten wydaje się idealny.

    „Księgę ocalenia” uwielbiam. Trochę nie potrafię powiedzieć dlaczego. Mnie się wizualnie podobało od pierwszej sekundy. Stroje (łachmany, ale klimatyczne), okulary, które nadawały bohaterom jakiegoś… pazura (Mila śliczna, Denzel tajemniczy i groźny), no i rozległe pustkowia… Oglądałam z przyjemnością i bardzo polubiłam głównego bohatera. Cieszę się, że i Tobie się podobało. 🙂

    Lubię, kiedy piszesz o kulturze. Aż chce się sięgnąć po te cudeńka i czerpać całymi garściami. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ojejku, dziękuję!!! Mnie się wydaje, że jak piszę o kulturze, to zawsze jakoś słabo mi wychodzi… Podniosłaś mnie na duchu! 🙂 Koniecznie weź P. na „Aquamana”, wizualnie na pewno przypadnie Ci do gustu. 🙂 Chyba, żeby nie, ale wtedy nie gwarantuję zwrotu pieniędzy za bilet. 😀 W każdym razie mnie się podoba! 🙂 „Jutro będziemy szczęśliwi” to przecudowny, wzruszający film, który polecam całym sercem!
      Co do „Księgi Ocalenia” – mnie wizualnie odstręczała, ale ostatecznie oceniam ten film jako bardzo dobry. I też polubiłam głównego bohatera! Zresztą Solarę również. 🙂
      Pozdrawiam cieplutko! ❤

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s