Obejrzane

mc-jefferson-agloro-186548-unsplash

Tak już mam, że gdy idzie o oglądanie filmów potrzebuję do tego towarzystwa. Miska popcornu, nogi pod kołdrą, ramię przy ramieniu. Takie seanse to ja rozumiem.

Bo bez przedstawiciela gatunku obok to już nie to samo. O ile czytanie książek to rozkosz przeżywana samotnie, z filmami jest inaczej. Przynajmniej w moim przypadku.

Jako dzieciak filmy oglądałam głównie z mamą. Biorąc pod uwagę gust filmowy mojej mamy i mój ówczesny, były to przeważnie komedie romantyczne. Dlatego już w okresie gimnazjalnym znałam na pamięć wszystko od „Ja cię kocham, a ty śpisz” po „Pretty woman”. Mogłabym być suflerem.

W ostatnim czasie z komediami romantycznymi jakoś mi nie po drodze. W życiu tak chyba jest, że przechodzimy przez różne etapy i aktualnie dopadł mnie etap poznawania nowych gatunków. Często takich, którym wcześniej nie poświęcałam nawet grama uwagi. To chyba dobrze – poszerzam horyzonty. Babcia ma wciąż otwarty umysł.

„STRANGER THINGS”

Netfliksowy serial polecił mi mój K. Powiedział: Weź siostrę, usiądźcie i obejrzyjcie. Gwarantował, że się wciągniemy. Nie byłam pewna czy warto tak szafować gwarancjami. Wszak zawsze mi się wydawało, że niesamowite historie to nie mój kawałek podłogi. Jedyna produkcja z efektami specjalnymi, która nawet nie musi klękać, żebym powiedziała „tak”, to „Star Wars”. Resztę traktuję z chłodną rezerwą. Nie tak łatwo zdobyć moje serce.

Tymczasem serial „Stranger things” je zdobył. Czym? Napięciem, zagadkowością, ciekawą historią, dobrą grą aktorską (szczególne brawa dla dzieciaków!) i wyjątkowym klimatem lat 80. USA za rządów Ronalda Reagana, pierwsze „Star Warsy”, moda, muzyka. Każdy okres historyczny ma swój urok, a dzięki serialowi „Stranger things” dowiedziałam się, jaki czar przyniosły ze sobą lata 80. Chwilami miałam ochotę choć na trochę się do nich przenieść. Z dużym zauroczeniem obserwowałam grupkę dzieciaków – głównych bohaterów serialu – i ich zapał, inteligencję, burzliwe emocje i – co najbardziej ujmujące – pierwsze zakochania.

W serialu spotykają się dwa światy – realny z niesamowitym. Początkowo trochę przeszkadzała mi wspomniana niejednolitość – jeden świat, ale dwie rzeczywistości. Potem doszłam do wniosku, że właśnie w tym kryje się wartość serialu. Momentami wydaje się do bólu prawdziwy, innym razem zupełnie fantastyczny i odrealniony. I te skrajności napotykamy na każdym kroku. Po prostu należy się przyzwyczaić. Obejrzyjcie!

puneeth-shetty-721605-unsplash

„ZIELONA MILA”

Wiem, że szlagier i w ogóle wstyd się przyznawać, że nie widziałam do tej pory. Ale moja przyjaciółka mawiała, że wstyd to jest kraść, a skoro nie mam na sumieniu podobnych grzechów, to zwyczajnie się przed Wami przyznaję. Nie widziałam wcześniej. Pierwszy raz obejrzałam jakiś miesiąc temu. Za wszystko serdecznie żałuję, poprawę obiecuję, proszę o pokutę i rozgrzeszenie.

Film już od dawna reklamowały mi mama i babcia, zapewniając, że ze wzruszenia płakały na nim tak bardzo, iż z powodzeniem można by utworzyć basen. Film miał być piękny i mądry. Od dawna było mi głupio, że nie zweryfikowałam tej opinii sama.

Więc zobaczyłam. I co się okazało? Ano wszystko się zgadza. Jest piękny, mądry i wzruszający. A momentami i przerażający, co nie dziwi, gdy weźmie się pod uwagę, że to ekranizacja Kinga.

Wiem, że większość z Was widziała ten film jakiś milion pięćset razy, więc moje rozważania niewiele wnoszą. Wiedzcie jednak, że moja filmowa ignorancja się zmniejszyła i że film bardzo mi się spodobał. Oczywiście zostało mi jeszcze parę szlagierów do nadrobienia, ale wciąż mam nadzieję, że przed śmiercią się wyrobię. Dajcie mi czas.

paul-morris-177698-unsplash

„MAMMA MIA 2. HERE WE GO AGAIN”

We wstępie pisałam, że ostatnio rozmijam się z komediami romantycznymi. Mimo to poszłam do kina na sztandarowego przedstawiciela gatunku. Jak widać zawsze muszą być pewne wyjątki od reguły. Czy żałuję? Absolutnie nie!

Bawiłam się znakomicie. Piosenki „Abby” chyba mają to do siebie, że rozwiewają chmury nawet w najbardziej ponury dzień. Nogi mi tańczyły. Poza tym w filmie znalazło się tyle humoru, że szeroki uśmiech nie schodził mi z twarzy. I jeszcze historia beztroskiej Donny, która przekonuje, by choć na moment porzucić katastroficzną wizję świata i podejść do życia z większym luzem i optymizmem (a w moim przypadku wcale nie jest o to łatwo). Od razu zrobiło mi się lepiej. Wyjście do kina w środku tygodnia było najlepszym, co mogłam zrobić. Idźcie i Wy, jeszcze zdążycie. Szczególnie, że w filmie gra ten najlepszy – Colin Firth! Polecam!

omar-lopez-296937

„CHAPPIE”

To chyba moje największe zaskoczenie. Gdy K. włączał ten film, nie nastawiałam się pozytywnie. Sci-fi (nie licząc „Gwiezdnych wojen”) to przecież wybitnie nie mój świat. Ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana – pomyślałam. I dałam się ponieść historii.

Jakiej historii? Ano historii robota. I to nie byle jakiego, ale nadzwyczaj przesłodkiego. Chappiego. Zapewniam każdą z pań, że chciałaby takiego w domu. Bo w Chappiem więcej uroku niż w małym kotku. Jeśli nie wierzycie, to po prostu obejrzyjcie. Gwarantuję Wam, że chociaż to film o robocie, są momenty, gdy po policzku spływają łzy. Albo momenty perlistego śmiechu. Generalnie jest wszystko. A chociaż ostatnio jakoś stronię od filmowego romantyzmu, to w tym filmie najbardziej ujmuje mnie miłość. Nieszablonowa i piękna. I mimo że twórcy z pewnością nie planowali robić z „Chappiego” filmu o miłości, a przynajmniej nie tylko, to mnie właśnie ten element fabuły najmocniej łapie za serce. Podobno o serce w miłości chodzi.

***

Mój przypadek pokazuje, że warto otwierać się na nowe, bo można odkryć coś naprawdę wartościowego. Siedzenie tylko w swoim bagienku chyba nigdy nie popłaca. Chociaż i tak ostatecznie stwierdzam, że czego bym nie obejrzała, nigdy nie będzie to tak dobre jak „Star Wars”. Amen.

radovan-539954-unsplash

Reklamy

2 komentarze Dodaj własny

  1. U mnie „Stranger Things” był tylko przerywnikiem między ciekawszymi serialami… ale nie potrwało to długo, teraz nie mam żadnego serialu na horyzoncie a jednak do „Stranger Things” nie wracam 🙂 ale rzeczywiście dzieciaki zagrały świetnie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No tak, zależy, co kto lubi 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s