Piechotą nie będę szła

aral-tasher-7729-unsplash

Nie mam pojęcia, kto śpiewał, że będzie szedł piechotą do lata, ale grzech wspomnianej niewiedzy odpuszczam sobie bez wizyty w konfesjonale. W tym wypadku pesel wystarczająco mnie tłumaczy i usprawiedliwia. Młodości! Orla twych lotów potęga, jako piorun twoje ramię. Młodości, dziękuję, że w tym wypadku chronisz mnie przed zalewającym falą gorąca wstydem.

A skoro przy fali gorąca jesteśmy. Niezależnie od tego, kto dźwięcznym głosem wykonywał wspomnianą piosenkę, ja do lata piechotą szła nie będę. Mało tego: nie zamierzam również spieszyć do lata samochodem, pociągiem, samolotem, okrętem ani hulajnogą. A to z prostej przyczyny: ja lata zwyczajnie nie lubię.

Zanim dokonacie oficjalnego wykluczenia Babci ze społeczności ludzi normalnych i zdrowo myślących, pozwólcie, że wyjaśnię, skąd moja antypatia do słonecznej, gorącej i beztroskiej pory roku.

Po pierwsze: nie lubię skrajnych temperatur. Tak więc i lato, i zima są porami roku, które znoszę w trudzie i znoju. W ciągu mojego dwudziestopięcioletniego życia nie znalazłam odpowiedzi na to, jak żyć będąc lepiącym się, zlanym potem, nieustannie spragnionym przedstawicielem swego gatunku. Letnie temperatury wyzuwają mnie z życiowej energii, zapału do działania i siły. Smutna prawda, ale prawda. Po każdej czynności czuję się jak egipski niewolnik po wybudowaniu piramidy Cheopsa. Choć to kwestia sporna czy piramidy stawiali niewolnicy. W każdym razie mnie latem bliżej do niewolnika niż wykwalifikowanego przodownika pracy.

greg-kantra-333822-unsplash

Po drugie: nie umiem ubrać się latem. Co nie znaczy, że chodzę nieubrana. Mogłoby być ciekawie. Staram się jednak wyszperać ze swej starej szafy (lwa i czarownicy brak) cokolwiek, w czym można wyglądać choć trochę przyzwoicie. Jednak lato jest bezwzględne. Nie daje szansy na to, by ukryć mankamenty urody pod dużym, grubym swetrem. Ono jest sprite, ja jestem pragnienie. Nie mam szans.

Trzeci powód, dla którego nie lubię lata, może być tak szokujący, że istnieje ryzyko spowodowania u czytelnika trwałego uszczerbku na zdrowiu. Czytacie na własną odpowiedzialność. Wolałabym, żeby nikt nie ciągał mnie po sądach, zwłaszcza że z sądami obecnie niezła maniana. Wracając do tematu – nie lubię wakacji.

Tak to już ze mną jest. Konsultowałam sprawę z psychiatrą, ale amerykańscy naukowcy wciąż pracują nad wynalezieniem odpowiedniego leku. Na razie nie ma ratunku. Zresztą mnie tam całkiem wygodnie ze świadomością, że od wakacji wolałam zawsze rok szkolny czy akademicki. W wakacje zwyczajnie się nudziłam, tęskniłam za znajomymi, a moja słabej konstrukcji psychika, nie mając oparcia w zapełnionym i stałym rozkładzie tygodnia, łapała gorsze fazy. Teraz sytuacja jest inna, bo studia niestety są już za mną, ale jeśli dane mi będzie zacząć od października przygodę z doktoratem, to tęsknię, niecierpliwie przebieram nogami i zacieram ręce. Świecie nauki, już do ciebie biegnę!

ian-dooley-407766-unsplash

A tak poza wszystkim to bardzo chciałabym założyć moje sznurowane półbuty i omotać szyję szalikiem. Pociągając nosem podreptać po kałużach. I pozbierać trochę pożółkłych liści, zaciągając się ich cudnie melancholijnym zapachem. Dłonie ogrzać kubkiem herbaty. Z cytryną, cynamonem i goździkami. Ale będę cierpliwa, wszak podobno im dłużej się czeka, tym lepiej smakuje ❤

Babcia

Reklamy

4 komentarze Dodaj własny

  1. Marta pisze:

    Pomimo, że mam urodziny w lecie (więc według ludzi powinna to być ulubiona pora roku), ja też nie będę szła piechotą do lata. Nareszcie znalazłam osobę, która tak, jak ja nie lubi ciepła 😀 Moja melancholijna dusza jest jesienią.
    Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ooo, jak dobrze – jest nas więcej! ❤ ❤ ❤

      Polubienie

  2. juggler pisze:

    No, wena się pojawiła;)
    Cierpliwość przemienia maślankę w racuchy;)
    Tylko z tym latem… Nie musiała Babcia tego mówić gdy szczęśliwie udało mi się na chwilę zapomnieć, że już wkrótce wróci ten koszmar:
    ciemno, cały czas. Zimno – cały czas. Nos mi się świeci jak mosiężna klamka – cały czas.Wszyscy kaszlą i mgła im ścieka beznadziejnie po okularach na kolana i buty. Na poboczach, zamiast zieleni – rosochate badyle z uczepioną wampirzą jemiołą. Ani skrawka błękitu. Niebo wisi nisko i dławi jak mokry wełniany koc.Żadnych świeżych naszych owoców – zamiast tego sterty sinawych bananów i pastewnych pomarańczy. Pomidory perwersyjnie wędzono-suszone na drugiej półkuli. Skrobanie szyb szponami i czym popadnie. Sterta gałganów na sobie – cały czas. A do wiosny cała wieczność.
    Babciu kochana, naprawdę nie musiałaś;)
    No trudno jednak – nikt nie jest doskonały;)

    Przeczytałem ten blog w całości już jakiś czas temu – bardzo dobry. Niezależnie od zawirowań weny;)

    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. „Cierpliwość przemienia maślankę w racuchy” – cudne ❤
      Po pierwsze to ogromnie dziękuję za miłe słowa! Dla takich momentów warto pisać 🙂
      A po drugie… Cóż, kocham jesień 😀 Jest romantyczna, pełna melancholii, samoistnie skłaniająca do zadumy i jakaś taka baśniowa. Można grzać ręce gorącą herbatą, a serce rozmową z przyjaciółmi. Choć to ostatnie oczywiście da się i w inne pory roku 😀 Ale ja jakoś lubię taki świat pociągający nosem 😀
      Pozdrawiam Cię ciepło!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s