O Katyniu słów kilka

lukas-neasi-65741-unsplash

Kwiecień to bardzo ładny miesiąc. W kwietniu pobrali się moi rodzice. To samo przed niemal dwoma tygodniami poczynili moi przyjaciele, co chyba dobrze o kwietniu świadczy. Kwiecień pachnie rozkwitającą wiśnią i rozpromienia łąki mniszkiem lekarskim. Wręcza upragnione, długo oczekiwane ciepłe wieczory. Kwiecień jest obiecujący i tchnący nadzieją. Tyle, że nie zawsze i nie w każdych okolicznościach.

Kwiecień to także Katyń. Kwiecień 1940 r. zamiast zapachu wiśni przyniósł zapach krwi. Niczego nie obiecywał i nie dał nawet skrawka nadziei. Strzelał w tył głowy.

Niektórzy historycy zbrodnię katyńską z kwietnia ’40 łączą z „Operacją AB” sugerując, że okupanci (nie pierwszy zresztą raz) zwyczajnie się dogadali. Obie akcje bazują bowiem na podobnych założeniach – trudno prowadzić armię bez kadry oficerskiej i trudno utrzymać ducha narodu bez elit intelektualnych. Teoria ta jest jednak niepotwierdzona. Co więcej myślę, że na pomysł przeprowadzenia podobnych akcji nietrudno było wpaść niezależnie, bo nawet jeśli nie ma się zbrodniczych zapędów, takie prowadzenie sprawy nasuwa się samo przez się.

Ale ad rem. Cofnijmy się do roku 1941 i pamiętnego układu Sikorski-Majski. Zaatakowanie Związku Radzieckiego przez III Rzeszę stworzyło okazję do pertraktacji z okupantem, z czego niechybnie skorzystał (ku niezadowoleniu niektórych) gen. Sikorski. Układ Sikorski-Majski zapewniał amnestię polskim jeńcom znajdującym się w ZSRR. Ze zwolnionych żołnierzy gen. Władysław Anders miał utworzyć armię. Gdy przystąpiono do realizacji postanowień, pojawił się jednak poważny problem. Nagle okazało się bowiem, że brakuje 15 tys. osób, w tym 8300-8400 oficerów.  Po szybkim śledztwie w podejrzanej sprawie okazało się, że jeńcy którzy zniknęli, znajdowali się uprzednio w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Ich korespondencja z rodzinami urwała się w połowie kwietnia 1940 r. Jakby zapadli się pod ziemię.

alexander-horl-64750-unsplash

Towarzysz Józef Stalin na uporczywe pytania o to, gdzie podziali się jeńcy, odpowiadał: Uciekli. Do Mandżurii. Oczywiście nikt nie był na tyle naiwny, by uwierzyć, że Związek Radziecki z całą swą machiną kontroli przeoczył ucieczkę 15 tys. żołnierzy. Ostatecznie problem rozwiązała niemiecka policja polowa, która z końcem lutego 1943 r. ogłosiła znalezienie ciał polskich oficerów. W lesie katyńskim odkryto osiem masowych grobów o głębokości od 1,80 do 3 m. Ciała „spoczywały” warstwami – od 6 do 12. W osobnym grobie znaleziono ciała ludności sowieckiej zrzucone w analogicznym sposób. Niemiecka komisja oraz komisja Międzynarodowego Czerwonego Krzyża orzekły, że zbrodni dokonano w kwietniu – maju 1940 r.

Związek Radziecki widział wyraźnie, że ma nie lada problem. Najprostszym rozwiązaniem sytuacji było zrzucenie winy na dawnego sojusznika, więc Sowieci o mord katyński oskarżyli Niemców, datując wydarzenie na sierpień 1941. Oczywiście nie trzymało się to przysłowiowej kupy, bo gdy uprzednio Rząd Polski na uchodźstwie pytał o brakujących jeńców, nie padła informacja o przejęciu ich przez Niemców. Mieli uciec do Mandżurii. Tymczasem wersja się zmieniła. Nowa była tak samo bzdurna jak Mandżuria. Zabici oficerowie ubrani byli w zimowe płaszcze, co nijak nie wskazywało na sierpień. Po otwarciu grobów nie natknięto się też na owady, których latem nie powinno brakować. Nie było też możliwości, by – jak twierdzili Sowieci – Niemcy podłożyli jeńcom dokumenty, listy czy prasę. Ciała były tak sprasowane, że nie sposób było przy nich „grzebać”. Chociaż zabrzmi to makabrycznie zwłoki były zwyczajnie posklejane. Dodatkowym argumentem przeciwko Sowietom był wynik badania wieku sosen posadzonych na mogiłach. Pochodziły z wiosny 1940 r. Wszelkie znaki na niebie i ziemi przemawiały przeciwko Sowietom.

Wróćmy jednak do układu Sikorski-Majski z 1941 r., bo celowo zostawiłam na koniec istotny aspekt całej sprawy. Pisałam o 15 tys. zaginionych jeńców. Otóż liczbę znalezionych w Katyniu ciał komisja niemiecka oszacowała na 4143, a komisja Czerwonego Krzyża na 4243 osoby. Gdzie zatem ponad 10 tys. żołnierzy? Niestety nie wiemy i zdaje się, że już nigdy nie ustalimy. Historycy dysponują relacją Józefa Olechowskiego, byłego więźnia sowieckiego, którą w swojej książce „Katyń” przywołuje Janusz Kazimierz Zawodny. Olechowski opowiada, że wedle przekazu współwięźnia z więzienia centralnego w Nowosybirsku 10,5 tys. ludzi zostało zatopionych na dwóch specjalnie ku temu przygotowanych statkach w Morzu Białym. Czy jest to prawda? To chyba na zawsze pozostanie zagadką.

Ciekawą i godną przytoczenia jest natomiast wypowiedź Burdenki, lekarza Stalina, która doskonale oddaje, czym był Związek Radziecki. Bez wątpienia takie Katynie zdarzały się i zdarzać będą. (…) Jeśli zaczęto by przekopywać naszą Matkę – Rosję, dokonano by więcej takich odkryć. I dalej: Śmierć nastąpiła w 1940 roku. (…) Prawdę mówiąc dla mnie jako lekarza sprawa jest jasna i bezdyskusyjna. Nasi towarzysze z NKWD popełnili wielki błąd. Cóż. Jego wypowiedź nie świadczy najlepiej o Matce – Rosji, a błąd w tym wypadku to tragikomiczny eufemizm.

dustin-scarpitti-1018-unsplash

A żeby nie było tylko o złych Sowietach, bo agresorów mieliśmy przecież dwóch, nadmienię, co o zbrodni katyńskiej pisano w prasie gadzinowej. Doskonałym zobrazowaniem całej tej farsy niech będzie wypowiedź Generała Gubernatora dra Hansa Franka: Co stałoby się z Polakami, gdyby Adolf Hitler nie trzymał swej tarczy obronnej przeciw bolszewizmowi także i przed tym narodem! Ani jeden Polak nie uniknąłby losu, jaki spotkał tysiące podstępnie zamordowanych oficerów dawnej armii polskiej, (…) naród niemiecki (…) zapewnił obcym narodowościom, w pierwszym rzędzie Polakom i Ukraińcom, pełną sprawiedliwość.

Pełna sprawiedliwość. I kolejny dowód, że okupanci byli siebie warci. Pozostawię to bez szerszego komentarza, bo postawa obu stron – pełna bezwzględności i okrucieństwa – mówi sama za siebie. Przerażające.

A jako przedstawicielka płci piękniejszej dodam, że w Katyniu, wśród tylu mężczyzn, zginęła też jedna kobieta – Janina Lewandowska, córka gen. Dowbór-Muśnickiego. Polecam wygooglać sobie to nazwisko. A przede wszystkim polecam pamiętać o tych, którzy dla Ojczyzny byli gotowi na największą z ofiar. Chylę czoła.

jack-cain-336725-unsplash

Reklamy

2 komentarze Dodaj własny

  1. nawykkochania pisze:

    Bardzo rzetelny wpis! Pierwszy raz czytam relację z tamtych wydarzeń z takim zainteresowaniem i zrozumieniem! Masz talent do opowiadania o historii. Bardzo mnie ujęły szczegóły archeologiczne. Podziwiam. Twoich czytelników zapraszam również do przeczytania mojego tekstu, który powstał w wyniku refleksji na temat Katynia i Smoleńska, oto on: https://wp.me/p9Ld2q-2w
    Ty oczywiście też jesteś mile widziana, ale wiem, że nie potrzebujesz specjalnego zaproszenia, żeby czasem do mnie zawędrować 🙂 Dziękuję!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ale mi miło czytać podobne słowa! Dziękuję ❤
      A Twój tekst jest wspaniały, jestem Ci za niego ogromnie wdzięczna!

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s