Perpetua i Felicyta

dennis-van-den-worm-239177-unsplash

W Kanonie Rzymskim, czyli I Modlitwie Eucharystycznej, Kościół Katolicki wspomina dwie męczennice o dość nietypowych imionach. Kto słuchał uważnie w Święta, ten pewnie to spostrzegł. Tak się składa, że na pierwszym roku studiów historycznych poczyniłam pracę proseminaryjną o męczeństwie św. Perpetuy i choć zdecydowanie nie można mnie nazwać specem od tematu prześladowań pierwszych chrześcijan, to gdy idzie o Perpetuę i Felicytę, nie czuję się zupełną ignorantką. Co prawda praca dotyczyła tylko św. Perpetuy, ale losy tych kobiet były tak ściśle sprzężone, że czytając o pierwszej, siłą rzeczy poszerzałam wiedzę na temat drugiej. O czym sami się przekonacie.

Już od dawna zbierałam się do uruchomienia na blogu zakładki „historia oswojona”. Skoro pięć lat poświęciłam na wchłanianie wiedzy i pożeranie grubych tomiszczy z podziałem na historię powszechną i historię Polski, to przecież nie po to, żeby zamknąć się z tym w swoich czterech ścianach. Na szczęście wiedza jest po to, żeby się nią dzielić, a ja ogromnie się cieszę, że posiada ten błogosławiony przymiot. A skoro tak, to nie pozostaje mi nic innego jak wziąć kartkę i długopis i się po prostu podzielić. Tym, co mam. W głowie.

Już jako dziecko zakochałam się bez pamięci w „Quo vadis” Sienkiewicza oraz w „Szacie” i „Wielkim Rybaku” Lloyda Douglasa. Wszak miłość do książek zawsze się opłaca, bo nigdy nie pozostaje nieodwzajemniona i nie generuje zranień. Ta beletrystyka historyczna spowodowała, że moja wyobraźnia wędrowała po ziemiach starożytnego Rzymu i jego prowincji, towarzysząc pierwszym chrześcijanom w aktach ich niebywałego bohaterstwa. Kiedy prof. T., zarzucając długą grzywką i machając nogą w kolorowej skarpetce, zaproponował mi temat pracy proseminaryjnej, pomyślałam więc: w punkt. I tak zapoznałam się z Perpetuą i Felicytą.

krisjanis-mezulis-128380-unsplash

Przenieśmy się do czasów Septymiusza Sewera. Jest przełom II i III w. po Chrystusie. Młoda około dwudziestodwuletnia arystokratka Wibia Perpetua oraz jej niewolnica Felicyta zostają aresztowane. Nie wiadomo, co dokładnie stanowiło przyczynek do aresztowania, ale  ich wina jest jasna – są chrześcijankami. Oprócz Perpetuy i Felicyty do więzienia trafiają Saturnin, Sekundulus, Saturus i Rewokatus (ostatni jest niewolnikiem jak Felicyta) winni tego samego przestępstwa.

Kobiety, których dotyczą niniejsze rozważania, są mieszkankami Kartaginy (dzisiejsza Tunezja), która dostała się w ręce Rzymian w 146 r. przed Chr., w wyniku III wojny punickiej. Warto wspomnieć, że Kartagina została wówczas zburzona, a jej ziemie zaorane i posypane solą (by już nic nie urodziły). Cóż, niewątpliwie głupio było Rzymianom, że przez tyle lat (od 264 aż do 146 r. przed Chr.) nie udawało się im pokonać Kartaginy…

Jak widać ziemia ta rodzi jednak nadal i to nie tylko plony, ale i wybitne jednostki, do których niewątpliwie należy wywodząca się ze znamienitej rodziny Wibia Perpetua. W momencie aresztowania kobieta jest już młodą mężatką i matką. Ma żyjących rodziców i dwóch braci, z których jeden podobnie do niej jest katechumenem. Rodzice nie podzielają ich entuzjazmu dla wiary chrześcijańskiej. Ojciec gorąco namawia córkę do porzucenia nowego wyznania i ratowania życia, czemu Perpetua zdecydowanie się sprzeciwia. Widząc jej nieustępliwość, ten przechodzi do rękoczynów, jednak argumenty siły również nie powodują zmiany decyzji. Idąc dalej Perpetua wraz z Felicytą w więzieniu przyjmują chrzest. Pierwsza z nich w czasie przyjmowania sakramentu modli się o dar wytrzymałości fizycznej, który – jak się okaże – bardzo się jej przyda.

Z relacji z pobytu w więzieniu spisanej ręką Perpetuy dowiadujemy się, że jej mały synek znajduje się pod opieką rodziny, a przynoszony jest do niej jedynie w celu karmienia. O mężu nie wiemy niczego. Ponieważ chłopiec wyraźnie mizernieje, arystokratce udaje się w końcu uzyskać przyzwolenie na przeniesienie go do więzienia. Mając dziecko przy sobie, Perpetua odczuwa niewyobrażalną ulgę. Pisze: a więzienie stało się dla mnie pałacem, tak że tylko tu chciałam przebywać a nie gdzie indziej. Zadziwiającą jest siła uczuć macierzyńskich!

paul-morris-177698-unsplash

Ciekawym aspektem historii Perpetuy jest fakt, że w więzieniu przeżywa ona doświadczenia mistyczne, m. in. widząc czyśćcowe cierpienia swego dawno zmarłego brata Dinokratesa (uwaga! imię wskazuje na greckie pochodzenie rodu) a także jego uwolnienie od kary. Wizji było więcej, ale mój wpis przerażałby długością, gdybym chciała odwołać się do każdej z nich.

Tymczasem u Perpetuy znowu pojawia się ojciec. Teraz zamiast przemocy używa argumentów miłości. Parafrazując: mówi, że córka jest jego oczkiem w głowie. Całuje jej ręce i płacząc, pada do jej stóp. Ale i tą drogą nic nie zyskuje.

Nad wyraz interesującym aspektem pobytu Perpetuy, Felicyty i ich towarzyszy w więzieniu jest ich oddziaływanie na świat zewnętrzny. Pudens, podoficer i przełożony straży więziennej, zobaczywszy w więźniach wielką moc, okazuje im olbrzymi respekt oraz dopuszcza do nich innych chrześcijan. Nie wiem jak Wy, ale ja chciałabym umieć tak świadczyć!

Poświęćmy jednak nieco uwagi Felicycie, bo święte nie bez przyczyny wymieniane są zawsze razem. Niewolnica w momencie aresztowania jest w zaawansowanej ciąży.  Gdy ona i jej towarzysze zostają skazani na śmierć, w kobiecie narasta obawa, że jej męczeństwo odsunie się w czasie z uwagi na ciążę. Prawo rzymskie łaskawie zakazywało bowiem egzekucji na brzemiennych. (Skądinąd niezmiennie zadziwiający jest fakt, że czasem ni stąd, ni zowąd okrutnicy w jakimś aspekcie okazują ludzkie oblicze). W jej dumie przeraża ją także ewentualność, że mogłaby przelać swą niewinną krew razem z pospolitymi zbrodniarzami. Jej towarzyszom również jest ogromnie przykro na myśl, że na ostatnim etapie wspólnej drogi, Felicyta mogłaby zostać odłączona. Na dwa dni przed egzekucją wszyscy rozpoczynają więc wspólną modlitwę błagalną, a wraz z jej zakończeniem Felicyta zaczyna rodzić. Relacja mówi, że jest wówczas w ósmym miesiącu ciąży. Na szczęście, choć poród jest trudny, kończy się wydaniem na świat zdrowej córeczki, którą wychowuje jak własne dziecko jedna z sióstr (prawdopodobnie w wierze).

Dzień przed egzekucją więźniowie wspólnie spożywają agapę, radując się wizją bliskiego męczeństwa, co powoduje nawrócenie na wiarę chrześcijańską wielu współwięźniów. Ich siła i odwaga imponują.

nicole-reyes-474160-unsplash

Prawie każdy z nas doświadczył kiedyś imprezy urodzinowej zorganizowanej mu przez rodziców. Otóż cesarz Septymiusz Sewer jako dobry tatuś również organizuje urodziny swojemu synkowi Gecie. W ramach tejże imprezy w amfiteatrze ma mieć miejsce gwóźdź programu, czyli rozszarpanie chrześcijan przez dzikie zwierzęta. Pomysł oryginalny, mało kto miewa bowiem urodziny z atrakcją w postaci mordowania chrześcijan. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie, a krwawe widmo nie opuszcza rodu Sewerów. Jubilat Geta w przyszłości zginie z rąk swego brata Karakalli. Przykre to były czasy.

Gdy nadchodzi dzień egzekucji, Perpetuy i Felicyty nie opuszcza odwaga. Kobiety zginąć mają poprzez skatowanie przez wściekłą krowę, co stanowi pewien ewenement w antycznym świecie – zwierzę to zazwyczaj nie brało czynnego udziału w igrzyskach. Ideą jest jednak to, by płeć zwierzęcia zgadzała się z płcią oskarżonych.

Perpetuę i Felicytę razem wprowadzono na arenę. Po pierwszym ataku krowy, Perpetua zwraca jednak baczniejszą uwagę na to, by obciągnąć rozdartą tunikę i spiąć rozsypane włosy (rozpuszczone sugerowałyby rozpacz) niż na ból fizyczny. Od razu podaje też pomocną dłoń skatowanej Felicycie. Prawdopodobnie świadomość Perpetuy była w tym momencie szczątkowa. Ku zdziwieniu widzów pyta bowiem głośno: Kiedy to wreszcie wydadzą nas na pastwę tej jakiejś tam krowy? – i nie może uwierzyć, że miało to już miejsce.

Ponieważ kobiety i ich towarzysze nie giną od ataków zwierząt (ta metoda dość często zawodziła), pada decyzja, by zabić ich mieczem. Lud żądny krwi pragnie, by dokonało się to publicznie, co też niechybnie zrealizowano. Przed egzekucją współbracia przekazują sobie pocałunek pokoju. Wyróżnia się zdecydowanie śmierć Wibii Perpetuy, gdyż niefortunnie zostaje ona ugodzona mieczem w kość. Jęknąwszy z bólu ujmuje ponoć drżącą dłoń gladiatora, sama podprowadzając sobie miecz do gardła.

Perpetua i Felicyta, młode mężatki i młode matki, giną razem. Chociaż zdecydowanie różnią się stanem, łączy je jedna wiara i jeden duch ożywiający wszystkich wierzących. Kobietom przyszło żyć w czasach szczególnie naznaczonych brutalnością i okrucieństwem. Ale same zachowały w tym wszystkim wielką siłę i godność. Czasem mówimy, że dzisiaj nadeszły trudne czasy i poniekąd takie są. Tylko kiedy były te łatwe? A ja najbardziej marzę o tym, by bez względu na trudność czasów nikt nigdy nie zwyciężył mojej siły i godności.

phil-goodwin-112256-unsplash

Reklamy

6 komentarzy Dodaj własny

  1. crimenerd pisze:

    Bardzo ciekawa historia, szczerze mówiąc nawet podczas lekcji religii czy w kościele, nie słyszałam o tych dwóch. A szkoda.
    Generalnie ich historia przypomina mi trochę św. Agnieszke Rzymska, moja patronke. Ona też pochodziła z wyższych sfer, jednak upodobala sobie jako jedynego oblubieca Jezusa 😀 Kiedy odmówiła ozenku jednemu z wyżej postawionych Rzymian dużo różnych przykrych rzeczy ja spotkało. Najpierw została umieszczona w domu publicznym, w którym każdy kto chciał zbliżyć się do niej był razony slepota. Potem próbowano ja spalić na stosie, ale niestety ogień nie chciał jej pochłonąć 🙈 Zgladzona została dopiero mieczem. Co ciekawe, zupełnie instynktownie wybrałam na imię do bierzmowania Konstancje – dopiero potem okazało się ile te dwie maja że sobą wspólnego 😀
    Znów nie mogłam się oderwać od Twojego wpisu! Nie wiem czemu WordPress nie wyświetla mi Twoich nowych postów, ale całe szczęście adres znam już na pamięć 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ojej, ogromnie się cieszę, ale mi miło czytać te słowa! ❤ Nie wiem co powiedzieć! O tych świętych sama też bym pewnie nie wiedziała za wiele, gdyby wspomniany profesor nie zaproponował mi takiego tematu pracy. A moja patronka z bierzmowania też jest wczesnochrześcijańska – to św. Monika, matka św. Augustyna 🙂 I również z wyższych sfer 😀 Tylko męczeństwa nie doświadczyła, ale mimo to trzeba przyznać, że się dość mocno namęczyła w swoim życiu… 😉

      Polubienie

  2. Bardzo, bardzo ciekawa historia, świetnie opowiedziana, ja się wciągnęłam ogromnie 🙂 Dzięki!

    Polubione przez 1 osoba

  3. nawykkochania pisze:

    Proszę o więcej takich historii!

    Polubienie

    1. Dobrze! Cieszę się, że się podoba! 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s