Przybyłam, zobaczyłam, oni zwyciężyli – część II

W swoim ostatnim wpisie opisywałam zwycięstwa. Wbrew tytułowej parafrazie nie była to jednak wygrana Juliusza Cezara pod Zelą (47 r. a.C.) ani też odsiecz wiedeńska Jana III Sobieskiego (1683 r.). Były to zwycięstwa dużo bliższe, które dane mi było oglądać na własne (niepozbawione wady wzroku) oczy. Wpis jednak urwałam z powodu za dużego nasycenia treścią. Dzisiaj kończę. Zaparzcie sobie gorącą herbatę i siadajcie do lektury 🙂

pablo-hermoso-422538-unsplash (1)

Wystawa mebli i zabawek

W Nałęczowie, niewielkim malowniczym miasteczku uzdrowiskowym pod Lublinem, znajduje się słynne Liceum Plastyczne. Uczniowie oddają się tam nie tylko malowaniu – choć pejzaże temu sprzyjają – ale też szyciu czy stolarce. Choć sama nie jestem plastykiem a z pracami manualnymi jest mi wybitnie nie po drodze, piszę o tym, gdyż jakiś czas temu dane mi było oglądać wystawę zabawek i mebli wykonanych przez uczniów liceum w ramach prac dyplomowych. Zorganizowano ją w lubelskim Centrum Spotkania Kultur. I przyznam szczerze, że poziom prac zwalił mnie z nóg. Dosłownie. Sama próbowałam swoich sił na warsztatach szycia zabawek (również w CSK) i szło mi, najogólniej mówiąc, opornie. Tym bardziej podziwiam młodych, utalentowanych ludzi, spod których rąk wyszły najprawdziwsze cudeńka. Meble ich autorstwa spokojnie można by sprzedawać w Ikei. A zabawki? Gdybym miała dzieci, z miejsca zaopatrzyłabym je we wszystko, co obejrzałam! Uczniom nałęczowskiej szkoły średniej zazdroszczę więc mocno i wyobraźni, i umiejętności manualnych. Sama chciałabym potrafić tak namacalnie rodzić piękno. Moi drodzy, chylę czoła.

atilla-taskiran-123813-unsplash

„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”

W miłym towarzystwie Anetki wybrałam się niedawno na włoski film. Darmowe seanse odbywają się cyklicznie w sali lubelskich Warsztatów Kultury. Postanowiłyśmy skorzystać. Ja dlatego, że film od dawna polecała mi koleżanka, Anetka z kolei dlatego, że zaczęła niedawno interesować się włoskim kinem.

Ale ad rem.

Cała akcja włoskiego filmu rozgrywa się podczas jednego spotkania paczki przyjaciół. W czasie imprezy pada propozycja bardzo oryginalnej gry. Mianowicie: każdy z uczestników spotkania ma na głos odczytywać wszystkie wiadomości, które w tym czasie otrzyma, a rozmowy telefoniczne przeprowadzać w trybie głośnomówiącym. W miarę zabawy wychodzi na jaw, że przyjaciele skrywają przed sobą nawzajem wstydliwe, kompromitujące a czasem bolesne tajemnice. Sieć kłamstw i wzajemna obłuda zostają odkryte w ciągu jednego wieczoru. Rezultaty są bardzo gorzkie.

dave-lastovskiy-127581-unsplash

Film Paola Genovese na pewno nie jest przyjemny, choć owszem: miejscami zabawny. Jednak koniec końców po jego obejrzeniu robi się nieco przykro, ciężej na sercu i jakoś nieswojo. Co nie jest minusem filmu, bo w naprawdę niestandardowy sposób pokazuje on, do czego mogą być zdolni nawet bliscy sobie ludzie. I nieco przewrotnie uświadamia jak wartościowe są szczerość i uczciwość. Film jest świetnie zrealizowany i przekazuje dużo cennych myśli. A jego największą niespodzianką jest niebanalne zakończenie, którego jednak nie mogę Wam zdradzić. Obejrzyjcie sami – szczególnie, że rolę pięknej Evy zagrała w nim Polka, Katarzyna Smutniak!

„Czarna Pantera”

Chociaż w swoim gronie mam wielu przyjaciół, którzy są wiernymi fanami filmów Marvela, złożyło się, że ja nigdy ich nie oglądałam. Filmów, nie przyjaciół.  Avengers i inne takie były mi skrajnie obce, mimo że ludzkie. Ale do czasu. W ubiegłym tygodniu poszłam do kina na „Czarną Panterę”, towarzysząc klasie mojej siostry jako jeden z ich opiekunów. Tym sposobem ja i Marvel powiedzieliśmy sobie „dzień dobry”.

elijah-o-donell-378338-unsplash

Ostatnimi czasy coraz mocniej przekonuje się do filmów akcji z elementami sci-fi, więc o nudzie nie było mowy. Oglądałam nie tylko z zainteresowaniem, ale i z przyspieszonym biciem serca. Nie był to stracony czas. Nie przekonała mnie tylko mocno zaakcentowana kwestia rasizmu, bo wydaje mi się, że w obecnych czasach nie jest to już powszechny, ale sporadyczny problem, a bardzo łatwo jest przekroczyć cienką granicę i postawić w roli katów ogół „białych” ludzi. Prowadzi to do niepotrzebnych antagonizmów. Ale możliwe, że nie mam racji. Np. mój przyjaciel Paweł się ze mną nie zgadza i mówi, że rasizm to wciąż aktualny problem. Jeśli rzeczywiście tak jest, to jest mi naprawdę przykro.

W każdym razie sam film jest fajny i zdecydowanie można się przy nim zrelaksować. Polecam!

„Cudowny chłopak”

Film jeszcze lepszy od „Czarnej Pantery” widziałam dwa tygodnie temu z siostrą. Wybrałyśmy się do kina na produkcję z moją ukochaną Julią Roberts oraz Owenem Wilsonem, do którego również mam sentyment z uwagi na jego główną rolę w moim ulubionym filmie – „O północy w Paryżu”.

Film o Auguście, chłopcu ze zdeformowaną twarzą, okazał się przepiękny – skądinąd zgodnie z moimi przypuszczeniami. Oglądając go, płakałam rzewnymi łzami, jednocześnie mając świadomość, że przekazywane mi są treści z rzędu tych najważniejszych, a nawet bezcennych. Dużym walorem filmu jest to, że wątek chorego Augusta nie jest jedyną, choć główną historią opowiedzianą w filmie. Inni bohaterowie mają w nim miejsce na własną narrację, ukazującą ważne aspekty życia obok takiej osoby jak Augie. To szalenie istotne, że film nie upraszcza, ale pokazuje jak tego typu problem (oraz jego konsekwencje) dotyka nie tylko Augusta, ale całą jego rodzinę i przyjaciół. Morał tej historii niby jest znany, ale mimo to wciąż trzeba go przypominać: to nie ładna buzia, a to co znajduje się w sercu, świadczy o prawdziwej wartości człowieka.

jordan-whitt-145327-unsplash

Antoni Michalak

Jeśli ktoś czyta mojego bloga nieco dłużej, wie, że lubię malarstwo. A jeśli nie czyta za długo, to też już wie 🙂 Bardzo lubię. Zwłaszcza dynamiczne pokroju Bruegeli, Boscha czy Memlinga. Albo magiczne jak mojego ukochanego Van Gogha. Albo impresjonistyczne, potrafiące uchwycić chwilę, łapiące za pięty to, co ulotne. W każdym razie jeśli nie jest to renesans albo barok, istnieje duża szansa, że mi się spodoba.

Kiedy dowiedziałam się, że na Zamku Lubelskim można obejrzeć wystawę czasową prac Antoniego Michalaka, wiedziałam, że muszę, muszę, ale to muszę na nią pójść. Innej opcji nie było. Zaproponowałam wspólne wyjście przyjaciółkom, z których jedna dysponowała akurat czasem i ochotą, więc zdecydowała mi się towarzyszyć. Jestem jej wdzięczna!

emma-frances-logan-200050-unsplash

Michalak malował dużo, nie ograniczając się w doborze ani techniki, ani stylu. Co należy podziwiać, szczególnie że do czego i jak by się nie zabrał, wychodziło mu pięknie. Osobiście mam słabość do malarstwa sakralnego Antoniego Michalaka. „Św. Antoni przemawiający do ryb” czy „Ukrzyżowanie z Marią Magdaleną i św. Janem” to dla mnie malarskie mistrzostwa świata. Nie jestem znawcą ani plastykiem i pewnie wiele da się Michalakowi zarzucić (a ja jako laik zwyczajnie tego nie widzę), ale jego prace podobają mi się tak bardzo, że mogłabym obwiesić nimi mieszkanie i po prostu chłonąć.

Na Zamku były dwa dzieła, które wyjątkowo zwróciły moją uwagę. Pierwsze to „Święty Józef z Dzieciątkiem”, na którym cieśla z Nazaretu tuli w ramionach Jezusa – kilkumiesięczne niemowlę. Jest to o tyle zaskakujące przedstawienie, że zazwyczaj takiego Jezusa zobaczyć można tylko w ramionach Maryi. Św. Józef, gdy nie jest akurat z piłą bądź lilią (ciekawe zestawienie atrybutów :D) albo nie stoi dumnie jako głowa św. Rodziny, ma w ramionach Jezusa, który siedząc w królewskiej postawie z wyprostowaną głową, wzniesionymi palcami wskazuje na Trójcę św. i Swą własną podwójną naturę. Św. Józef z leżącym bobasem to dla mnie nowość. Nowość bardzo ciesząca oko (a nawet ich dwoje :D).

Drugi ciekawy obraz to „Trójca Święta” (o ile dobrze pamiętam tytuł) po ukrzyżowaniu. Abstrahując od Gołębicy, która wszędzie jest taka sama (wybacz, Duchu Święty, ale wyjątkowo boję się gołębi), uwagę koncentruje poraniony Chrystus w cierniowej koronie spoczywający w silnych ramionach Boga Ojca. I znowu: o ile Pieta jest formą znaną ludzkości już od początków chrześcijaństwa, to zdjęty z krzyża Jezus w ramionach Ojca – o ile niczego nie przeoczyłam – jest rzadkością. Rzadkością, która porusza. Co ciekawe, towarzysząca mi przyjaciółka znalazła w tym przedstawieniu nawiązanie do Brandstaettera. Gratuluję obu panom. To chyba prawda, że wielkie umysły myślą podobnie!

joanna-kosinska-346599-unsplash

Na ten moment to tyle zwycięstw. Dobrze, że są, bo pokazują starą prawdę o tym, że świat rzeczywiście jest bardzo dobry i piękny. A ta prawda wciąż na nowo musi o sobie przypominać. Wiem (i ta świadomość wywołuje ciepło), że będzie mi dane oglądać dużo więcej zwycięstw, a w niektórych z nich nawet uczestniczyć. Tymczasem czekajcie. I uważnie przyglądajcie się światu. Powodzenia w szukaniu dobra i piękna!

Wasza Babcia

Reklamy

2 komentarze Dodaj własny

  1. Immoral pisze:

    „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” to jest mój hit z zeszłego roku 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s