Skwarki i bigos

30UH353WUX

Od jakiegoś czasu słyszałam wewnętrzne przynaglenie do podjęcia pewnej refleksji. Trochę mnie ku niej popchnął Stasiuk, trochę Musierowicz, a trochę mój  własny, dosyć porządnie pofałdowany (a przynajmniej taka nadzieja) mózg. Dlatego piszę.

Wydaje mi się, że jestem osobą o dość wysokiej wrażliwości estetycznej (jeśli ktoś ma inne zdanie, niech powie teraz albo zamilknie na wieki). Ponadto interesuję się urządzaniem wnętrz i z wielką chęcią zamieszkałabym w jakiejś Ikei albo chociaż w Liroy Merlin. Lubię też przeglądać Pinteresta i czytać blogi – zazwyczaj opatrzone idealnie wykonanymi fotografiami. Wiem, co jest dziś modne, co się nosi i jak się dekoruje mieszkania. Ponadto od czasu do czasu wpadają mi w ręce kolorowe pisma, pilnie dbające o to, by czytelniczka była na bieżąco z wszelkimi trendami. Dlatego w kwestiach estetyki nie czuję się wcale ignorantem czy innym matołem. Na moje oko jest całkiem nieźle. Na tyle nieźle, że w pewnym momencie pozwoliłam sobie się tym wszystkim zachłysnąć. Z deka się zapomniałam.

E3HSM4EUTO

Szczęście w nieszczęściu – mimo że zauroczenie bywa często mylne, a czasem też zgubne – nie zgubiłam się. Choć nadal wiele modnych rzeczy wzbudza mój zachwyt i staram się jak najładniej urządzać przestrzeń wokół siebie, w tym wszystkim gorąco pragnę pozostać prawdziwa.

A prawda jest taka, że mój rodzinny dom ni w ząb nie jest instagramowy. I że nie jadam jarmużu, za to często bigos bądź pierogi. Póki nie osiągnęłam pełnoletności mnóstwo moich ubrań pochodziło z targu, a sieciówka była pojęciem nieobecnym w moim słowniku. Do dziś lubię kupować w ciuchlandach. Sushi jadłam raz w życiu. Smoothie piłam raz w życiu. Lubię jeść ziemniaki ze skwarkami albo salceson. Latem piorę dywany, szorując je na podwórku ryżową szczotką, a potem zlewając obficie wodą ze szlaucha (jakże przyjemnie chodzi się po tym boso!).

KNY6ALBA6Z

Nie chcę się chwalić jak jestem wspaniale staroświecka. Nie próbuję też zbudować sobie pomnika na własnym zacofaniu. Wydaje mi się jednak, że wszyscy lub większość z nas nosimy w sobie pierwiastki swojskości (w zależności od wielu czynników większe lub mniejsze), a na siłę próbujemy się ich wyprzeć i ukryć za zasłoną ładnych zdjęć na Instagramie. W rezultacie rodzi to kompleksy: oglądając cudze fotki orientujemy się bowiem, że nasz dom i nasza codzienność wyglądają zgoła inaczej. A jak już mamy kompleksy, to rzucamy się w dziki pęd, żeby tylko kogoś (kogo?) dogonić. I żeby mieć wszystko jak z Instagrama i Pinteresta. I pić smoothie na śniadanie. No tak, tylko za czym tu gonić? Za zatraceniem indywidualności? Za wyparciem się siebie, swoich upodobań i sposobu życia, a – idąc dalej – korzeni?

Tymczasem, gdy przyjrzeć się temu z dystansem i przestać bać się opinii tych, którzy też się jej boją, można by zauważyć, że jest to tylko moda. Moda na pewien określony styl życia, którego stajemy się niewolnikami. Ze strachu, że to wiocha żyć inaczej.

F7ICNWBE4N

Urodziłam się na początku lat 90., kiedy szopka okrągłego stołu była świeżo w pamięci społeczeństwa, lecz już za jego plecami. Zmiana ustroju nie przyniosła natychmiastowej zmiany mentalności, bo ta ulega przeobrażeniom znacznie wolniej niż polityka. Toteż dziadkowie moi i moich rówieśników żyli jeszcze dawnym światem z trudem orientując się, że ul. Róży Luksemburg to teraz Popiełuszki. Nasi rodzice wnosili do własnych, budowanych w pocie czoła domów to, czego ich nauczono. Bogu dzięki Polska obudziła się z koszmaru PRL, tej bzdurnej tragifarsy, co nie znaczy, że zmieniło to automatycznie nasze zwyczaje. Które wbrew ich powszechnej demonizacji nie były i nie są czymś złym. A my się ustawicznie i po szyję nurzamy w dziwacznych kompleksach.

Może się mylę, wszak jestem tylko człowiekiem. Ale węszę tu pewne niebezpieczeństwo, któremu zresztą sama zaczęłam ulegać. Dlatego zdecydowałam się na ostrożność. Nadal zamierzam podpatrywać dekoratorskie nowości, a od czasu do czasu kupować ładne gadżety. Ale nie wyprę się też miłości do tego, co swojskie, stare i związane z moimi korzeniami. I nie będę się wstydzić skwarków i bigosu.

2C32AA61F8

Reklamy

5 komentarzy Dodaj własny

  1. tucynamonka pisze:

    I jak zwykle chodzi o to, żeby pozostać sobą – na luzie i bez spiny. Żebyśmy sami siebie i swoją tożsamość polubili i docenili. Oczywiście z zastrzeżeniem, że absolutnie nie chodzi o narcyzm! 🙂

    Smaki dzieciństwa to jest to! Aż mi się przypomniały babcine drożdżowe bułeczki z jagodami/serem/jabłkami czy co było pod ręką, pieczone w takim piecu do chleba, w którym paliło się drewnem. ❤
    Odpłynęłam. 😀

    Polubione przez 1 osoba

  2. Tak, właśnie o to mi chodziło – żeby pozwolić sobie na całkowite bycie sobą ❤

    Ojej, spróbowałabym tych bułeczek! Narobiłaś mi smaka 😀
    PS. Ja dziś smażyłam pączki serowe – muszę Cię na takie zaprosić!

    Polubienie

    1. tucynamonka pisze:

      Ojejku serowe? ❤

      Polubienie

      1. Tak, do ciasta dodaje się waniliowe serki homogenizowane 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      2. tucynamonka pisze:

        Brzmi pysznie!

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s