Żałosna sosna

Żałosna sosna. Nie żebym miała coś do sosny. Się zrymowało, to napisałam. Można powiedzieć, że poszłam za natchnieniem. Przynajmniej ładnie brzmi. Zresztą kto powiedział, że natchnienie nie może przynieść głupot.

eric-muller-11760

A tak serio to chrzanię takie smuty, bo  trudno mi zacząć. Ten temat od dawna daje mi o sobie znać, dopomina się o należne miejsce, kołacze się po głowie, ale przekładam go z szuflady do szuflady, coraz głębiej, najlepiej pod stertę skarpetek, żeby nie było go widać. A on wylazł, dziad. Wyczołgał się spod stosu skarpet, wpełzł we mnie i utknął w przełyku tak, że ciągle się nim dławię. I chciałabym, i się boję. Ale zawołał, to idę.

A ta żałosna to dlatego, że często tak myślę. Się stygmatyzuję. Zosia samosia.

Ale jest i zdrowy rozsądek, który marszczy czoło, unosi jedną brew i dosadnie mówi: Nieprawda!

Zapytałabym teraz za Piłatem, ale to głupie, bo ja wiem to, czego on nie wiedział. Widocznie współczesna RP edukuje lepiej niż antyczne Imperium Rzymskie (Ałć, Babciu, odważny wniosek!).

No ale wiem. Wiem, że wiele rzeczy nie tak jak trzeba. Że święty Mikołaj pomylił paczki i nie to co trzeba dostałam. W pysk dostałam. To w ogóle wszystko inaczej powinno być. Zupełnie nie tak. Cukiernica się z solniczką pomyliła.

Jasne, że to nie jest łatwe i fajne. Byle powód, a mnie się wali rzeczywistość albo ja się walę pod rzeczywistością. Niewiele trzeba, żeby mnie spłoszyć, zamknąć w prostopadłościanie lęków, a każda ściana taka sama i wszystko coraz węższe, i nie ma maski tlenowej, i ratunku, i pomocy, ja tylko chcę już do łóżka. Nie myśleć, nie pamiętać, nie widzieć, nie czuć, nie stękać.

Obsesyjno – kompulsyjne szukanie, błaganie, czekanie, pisanie, egzystowanie. A te wiadomości, to może i nie wierzycie, ale mnie męczą jeszcze bardziej niż Was.

Poczucie winy. Wina, wina, wina – a jak umrę pochowajcie. Przenika. Wsiąka. Się wchłania. Raz, dwa, każdą żyłką do mózgu, do serca. Ono niesie, a im bardziej próbuję się wyrwać prądowi, tym bardziej mi się wlewa do ust, oczu, uszu. Zalana w 3 d.

I tylko psim spojrzeniem szukam potwierdzenia, że jest dobrze, Ew, nadal Cię lubię, bardzo Cię kocham, jesteś fajna i wcale nie jesteś gruba. Na kość czekam. Nie na agresję. To dlaczego.

ayla-verschueren-91746

Ale jak już stanę na dwóch tylnych zacnych kończynach zbyt pewnie, to musi być kopniak w brzuch, bo hola, hola, gdzie się Babcia tak spieszy?

I wtedy sączy. Do ucha. Do głowy. Do serca. Do znudzenia. Do frustracji. Do wariacji.

Ż jak żenada.

A jak anormalna.

Ł jak łajza.

O jak oferma.

S jak spadaj.

N jak nikt.

A jak agonia.

Nie, no spokojnie. Oczywiście, że walczę. Oj, pracuję. Odwalam kawał potężnej roboty, z kilofem w zmęczonej ręce, bo kurde chcę i dla siebie, i dla Was. I nie przestanę, nie ulegnę, nie polegnę. Silna jak Goliat.

Rozebrałam się. Rozebrałam się przed Wami. Czy się nie boję stać taka naga? Koszmarnie. Ale staję. Zróbcie, co zechcecie.

etienne-beauregard-riverin-419486

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s