Esther Mauersberger

 

ryan-hutton-37733

 

Trzeci raz zaczynam. Kreślę, bo to wszystko nietakie. Moja nieudolność bije po oczach. Wybaczcie, ale w konfrontacji z tematem z rzędu najtrudniejszych na świecie, zwyczajnie wymiękam. Biorę długopis i … dłoń mi opada z bezsilności.

Śliczna, filigranowa kobieta. Jej imię znaczy gwiazda. Utalentowana fotografka. Mama dwóch córek.

W niedzielę o tym przeczytałam. Siedziałam w piżamie, popijając cappuccino z kubka w kwiatki, gdy nagle nagłówek artykułu, który wyświetlił mi się na facebooku, wyrwał mnie niedelikatnie z pax relaxana.

Przebiegałam wzrokiem po czarnych literach na ekranie smartfona. Okrutnych literach. Wrzynających się we mnie literach. Literach informujących o tym, że 15 września 2017r. Esther Mauersberger, niemiecka fotografka, przeprowadziła w swym domu aborcję, relacjonując ją na Instagramie. Nie chciała trzeciego dziecka, bo ograniczałoby jej wolność. Niedługo przed tą decyzją rozstała się z ojcem swoich córek.

Skoro czytacie ten wpis, pewnie jesteście ciekawi, co myślę.

Myślę, że wydarzyła się tragedia. Rozdzierający dramat, którego ofiarą jest i dziecko, i Esther. W tym procesie na pozycji pokrzywdzonych są dwie osoby. A w roli sędziego na pewno nie będę ja.

Mam to szczęście, że wyznaję najcudowniejszą religię świata – religię miłości. Nie rzucę w Esther kamieniem. A gdybym to zrobiła, to ogłaszam, że macie pełne prawo rzucić nim we mnie. Za to serce mi z bólu pęka (jakkolwiek naiwny byłby ten frazes) gdy widzę, że coś bardzo mocno uderzyło w kobiety, skoro podejmują teraz tak tragiczne decyzje. W pewnym momencie coś walnęło w kobiecość z impetem meteorytu. I wszystko się do bólu pochrzaniło. A najdramatyczniejszy w tym sofoklesowym świecie jest fakt, że nikt kobietom nie pomógł. Nie uratował. Esther to gwiazda – ma świecić. Dlaczego, do jasnej dżumy, podła rzeczywistość odebrała jej blask?

Aborcja jest zabijaniem dzieci. Jest aktem, który mnie bezgranicznie przeraża, przeszywa od palców u stóp po czubek głowy. Ale drogą do przeciwdziałania nie może być piętnowanie, bo u źródeł takiej decyzji i tak stoi już dość rozpaczy. Ocalimy dzieci, pomagając kobietom.

W niedzielę ofiarowałam za Esther Mszę i Komunię Świętą. Nie ma w tym żadnego sarkazmu i żadnej wyniosłości – przysięgam. Nie piszę tego po to, by się pochwalić (podobny krok uważałabym za nieprzeciętnie żenujący). Chcę jedynie pokazać, że katolicy to wcale nie niewyrozumiali agresorzy. Nie czuję się ani trochę lepsza od Esther. Wiem przecież na ilu płaszczyznach – także moralnych – jestem całkiem do bani. Czuję za to, że mocno tę Esther kocham. Tyle, że to akurat totalnie nie moja zasługa. Jest Taki, Który za tym stoi.

A biblijna Księga Estery to jedna z moich ulubionych 🙂

 

daniel-mayovskiy-353351

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s