Słowo

DSC_040

Było na początku. Skądinąd bardzo ważne. Bo jak zepsujesz początek, to potem ciężko nadrobić – zaskarbić zaufanie utracone na starcie. Na końcu też ważne, bo ma się wryć. Ono najbardziej zostaje. No i środka nie odpuszczaj. Coraz rzuć cukierka, zaskocz, pozwól zasmakować. Rozważnie. Z precyzją. Powoli. Krok po kroku.

Należy się trochę cofnąć w czasie. Bo nie da rady w fabryce, hurtowo. Trzeba wejść do cichego, ciemnego warsztatu rzemieślniczego, gdzie czas płynie wolniej, a lampa oświetla jedynie ten skrawek przestrzeni, w którym w atmosferze skupienia odbywa się praca.

Rzemieślnikiem być. Tu się nie da, że od razu, że zalać towarem, że na eksport. Powolna współpraca z aniołem cierpliwości. Czekaj. Głęboki wdech, głęboki wydech. Miarowy stukot młotka. Produkcja stawiająca na jakość. Jakość stawiająca na produkcję.

DSC_0667

Jako młode dziewczę czytałam nieco inaczej. Pożerałam fabułę. Dziać się, dziać się, dziać się. Żeby się działo! W końcu dojrzałam do tego, żeby docenić słowo. Bo, kurde, tu się da wyrzeźbić coś tak porażającego kunsztem, że wstrzymujesz oddech… albo odwalić zwykły kicz.

Język to chyba najważniejsza część literatury, a przynajmniej gdzieś ze szczytów hierarchii. Trzeba stawać na palcach i zadzierać głowę.

Językiem można zagrać, można z niego lepić, układać, zaskoczyć nim, wzruszyć czy przestraszyć. To plastyczny materiał, ale trzeba uważać. Bardzo łatwo przegadać, strywializować, zabadziewić. Idź ostrożnie, bo najmniejszy błąd i tekst leci na łeb na szyję.

DSC_0668

Tak to już jest, że języka trzeba pilnować czy pisze się o Bogu, o wartościach, Ojczyźnie, seksie czy dresach z osiedla. Erotyzm można zbudować tak świetnym językiem, że „o matko, tracę oddech” albo sprawić, że czytelnikowi zrobi się niedobrze. Stworzyć perfekcyjny tekst zbudowany z kolokwializmów albo zrobić komedię z patetyzmu. I odwrotnie. Nie ma reguły. Ziemowit Szczerek umie w język wulgarny i dobiera słowa tak, że choć wulgarności nie lubię, nie mam pytań. Gościu pozamiatał.

DSC_0669

Mnie tam do mistrzów słowa ho, ho, ho i jeszcze dalej, ale mam przykłady, które zwalają mnie z niezgrabnych nóg i chętnie się nimi podzielę. Proszę bardzo:

W tej drodze, z myślami w roli współpasażera, dochodzę do wniosku, że za oknem spotyka się na moment przyszłość z przeszłością.

Tomasz Niewiadomski, „Polując na to, co może się zdarzyć” (wywiad z Wojciechem Plewińskim, „Przekrój”)

Mijały godziny liturgiczne i tak sprawowaliśmy wszyscy te dwie liturgie, mieszające się śpiewami: my boską, oni szatańską. A kto miał uszy do słuchania pośród tej nocy, ten słuchał.

Jacek Dehnel, „Matka Makryna”

Dziś zajmiemy się kwestią pomijaną, kłopotliwą, żeby nie powiedzieć wstydliwą, czyli innymi ludźmi i ich notorycznym istnieniem.

Mateusz Kołczinger, „Jak rozmawiać z ludźmi” (artykuł w „Przekroju”)

Too-tiki potarła pyszczek i zastanowiła się przez chwilę. – Widzisz – zaczęła. – Tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe, zagubione. Niektóre rodzaje nocnych zwierząt i tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy… Trzymają się na uboczu cały rok. A potem, kiedy jest spokojnie i biało, i kiedy noce stają się długie, a wszyscy posnęli snem zimowym wtedy wychodzą.

Tove Jansson, „Zima Muminków”

Inne światełko to Monika Strzępka. Jej „Triumf woli” jest odezwą w stylu świętego Pawła, że „wiara, nadzieja, miłość”. Otwartym, prosto z mostu, tekstem. Na mnie trzeba huknąć a la właśnie ona, to wtedy zauważę, że coś było powiedziane. Strzępka lub Demirski albo Strzępka i Demirski, w każdym razie doszli w swoim myśleniu do postsekularyzmu i to tylko źle brzmi, ale dobrze się ogląda.

Maciej Stroiński, „Kujony i bezobciachowcy” (artykuł w „Przekroju”)

Alabamie strasznie było żal Davida. Wydawało jej się, że są oboje jak ludzie, którzy nagle w zimie znaleźli się w niesprzyjających okolicznościach i muszą przeglądać stare ubrania pozostałe z czasów prosperity. Powtarzali się przed sobą – wyciągała stare powiedzenia, choć wiedziała, że musi być nimi zmęczony, a on znosił jej małe przedstawienia z oczywistym mechanicznym zadowoleniem. Było jej żal samej siebie. Zawsze tak się szczyciła, że świetnie sobie radzi jako inspicjentka.

Zelda Fitzgerald, „Zatańcz ze mną ostatni walc”

DSC_034

Boże, proszę: tak pisać!

 

Autorką zdjęć jest Cynamonka. Serdecznie zapraszam na jej bardzo wartościowego bloga: https://tucynamonka.wordpress.com/

https://www.facebook.com/tuCynamonka/

Warto!

9 komentarzy Dodaj własny

  1. Hipis pisze:

    Mnie właśnie fascynacja brzmieniem słów pchnęła na studia filologiczne 😉 Gdy koleżanki zaczytywały się w powieściach, zakochiwały w bohaterach i omijały opisy przyrody, ja miałam wrażenie, że chodzi o coś innego w tej całej pisaninie, i że powieść powieści nierówna, a opisy przyrody bywają najlepszą częścią danej książki. I tak wyrastałam sobie spokojnie na dziwaka, który nie mówi, że lubi kryminały, tylko że lubi ładnie brzmiące książki – gatunek jest mi z grubsza obojętny.
    Opory języka widzę głównie wtedy, kiedy sprawdzam kumplowi tłumaczenia i nie wiem, naprawdę nie wiem, czemu jedne słowa pasują i brzmią, a inne nie, są dysonansem i obrazą piękna języka. Ciągle idzie za mną świadomość, że muszę to wiedzieć, jeżeli chcę być dobrym polonistą czy korektorem, i ciągle słyszę na uczelni, że muszę wyjść poza swój język – ale najpierw usłyszeć go i zrozumieć, umieć myśleć o języku. Zawsze fascynował mnie doktor od adiustacji, który słuchając, jak mówimy, czasami przerywa nam i powtarza ze skupieniem użyte przez nas wyrażenie – najpierw myśli się, że uważa je za błędne, potem zauważa się, że po prostu jest szczerze zainteresowany tym, jak mówimy, i nie może się powstrzymać od zbierania nowych wyrażeń i fraz, nowych języków.
    Czy doskonałe używanie słów to talent wrodzony, wiedza nabyta, na ile można się tego nauczyć? Nie wiem, ale myślę że najważniejsze to zdać sobie sprawę z tego, że one istnieją 😀

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ojej, perfekcyjnie to ujęłaś! Oby na świecie było jak najwięcej pasjonatów języka, a przede wszystkim polonistów z takim podejściem jak Twoje!

    Polubienie

  3. tucynamonka pisze:

    Piękny jest taki szacunek do słowa i zachwyt słowem, który przebija z Twojego tekstu. Miód na serce takiej malej polonistki jak ja. 😀 Piszesz pięknie, już Ci to mówiłam. Mocno trzymam za Ciebie kciuki. Chciałabym kiedyś wziąć w ręce książkę Twojego autorstwa, taką prawdziwą, opatrzoną okładkami. ❤
    Dziękuję też za wspomnienie o mnie, to motywuje, żeby starać się jeszcze bardziej. :*

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mała polonistka? Ale o wielkim talencie! A ja na Twoją twórczość już szykuję półkę, Kochana! ❤

      Polubione przez 1 osoba

      1. tucynamonka pisze:

        Zarumieniłam się. Buziaki! :*

        Polubione przez 1 osoba

  4. kociel pisze:

    O tak, słowo słowu nie równe. Ja też nie mogę wyjść z podziwu dla kunsztu literackiego niektórych autorów, chciałabym kiedyś potrafić tak pisać 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. nawykkochania pisze:

    Ja też mam takie marzenie: TAK pisać… 🙂 Liczę na to, że wytrwałość w pisaniu bloga i życzliwa krytyka komentujących mi w tym pomogą, czego i Tobie życzę. Twój styl podoba mi się: jest dość charakterystyczny i „Twój”. Lubię tu być ❤

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję! Ja również bardzo cenię Twój styl i uwielbiam odwiedzać Twojego bloga! 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s