A na co dzień chcę ratować świat

JN1XVK3RC5

 

Bo wiecie – kiedy byłam nastolatką, to myślałam, że żeby zrobić coś dla świata, trzeba wiercić studnie w Afryce. No a jak tak, to postanowiłam sobie, że gdy tylko osiągnę upragniony wiek predestynujący do decydowania o sobie, spakuję manatki i wyjadę na misje. Jak już ratować świat, to pełną gębą! (gębą pełną chininy jak dostanę malarii).

 

R22QHXWQOO

 

Bene, że są tacy, którzy wiercą te studnie. Biję czołem przed misjonarzami, bo to ciężki kawałek chleba (o ile i i tego nie zbraknie) i poświęcenie z rzędu niemałych. Tylko, że kurde, to wcale nie tak. Nie tak, że świat ratują tylko misjonarze, Czerwony Krzyż, UNESCO, lekarze i Lech Wałęsa (wbrew temu co szanowny pan z wąsem o tym sądzi).

Nigdy nie wyruszyłam na misje, a z afrykańskich państw widziałam jedynie Egipt, w którym byłam bynajmniej nie w celach dobroczynnych. Żadnej studni. Null.

A jednak na co dzień staram się ratować świat. I nawet jeśli teraz podniesie się wrzawa, że bzdura, że nie mam na koncie ani pokojowego nobla, ani uratowanego pisklaka, który wypadł z gniazda, a już tym bardziej ludzkiego życia, to będę trwać nieporuszenie w tym, co powiedziałam. Com napisał, napisałem.

 

NWCJ22UA8C

 

Każdy może ratować świat.

Powyższe zdanie brzmi jak banał albo paulocoehlonizm. Tylko najzabawniejsze jest to, że jest prawdziwe. A jeśli tego nie dostrzegamy, to albo przez ignorancję, albo przez lenistwo.

Przeważnie mamy dwie ręce i dwie nogi. Całkiem nieźle pofałdowany mózg. I cały zestaw indywidualnych cech, które można fajnie spożytkować. Albo mniej fajnie zaprzepaścić.

 

MBB9GSWV9D

 

Jesteś młoda, nie znasz życia, niewiele widziałaś, jeszcze się przekonasz… O czym? Przecież znam smak bólu i dotyk oślizgłych łap strachu. Wiem jak to jest dostać w twarz lewym sierpowym. Jak życie wywala na zbity pysk z pędzącego pociągu. I właśnie dlatego już się przekonałam. Że cokolwiek by się nie działo, mam w ręku narzędzie. Zawsze mogę dawać siebie innym. Mam moc. Mam realny wpływ na rzeczywistość. Mogę ją zmieniać. Mogę ratować.

Mogę też umyć ręce – będą pachnące. Tyle, że puste.

Ratowanie świata bywa męczące, żmudne, frustrujące, niewdzięczne. Ale jeśli wyrośnie choć jeden mały owoc, to ma sens. Bo gdy każdy z nas wyhoduje po jednym owocu, będzie się czym najeść.

Zrobiło się poetycko, zejdźmy na ziemię. Ruszmy tyłki. Nie musimy wiercić studni. Możemy zrobić komuś herbatę. Kupić przyjaciółce/dziewczynie czekoladę na PMS (osobiście nie doświadczam PMS-u, ale to podobno działa ;)). Komuś wytłumaczyć, kogoś uwrażliwić. Pokazać, że można inaczej. Pokazać, że jest słońce. Mamy świat w depozycie, Słonka. Możemy go kształtować. Fajnie by było zrobić to dobrze.

 

D11DDX294F

 

PS. Jeśli pomyśleliście, że uważam się za herosa i stawiam ponad, „bo przecież tyle już uratowałam”, to was uspokajam, bo to nieprawda. Każdy dzień kończę załamana tym, jak idealnie go zmarnowałam (w marnowaniu jestem mistrzem!). Znam ratowników świata, których szczerze podziwiam i „wow”, i w ogóle – ale sama do nich nie należę. Tym wpisem chciałam tylko pokazać, że można. I zmotywować. Także siebie.

 

XGA8T6UUH6

Reklamy

5 Comments Add yours

  1. tucynamonka pisze:

    Dzięki za motywację. Tak w ogóle, to też w liceum chciałam pojechać na misje… Skończyło się jak u Ciebie.
    Róbmy coś dobrego wokół i na naszą skalę. I tak pracy jest po łokcie… 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pewnie, że tak! A to, co zrobimy w najbliższym otoczeniu, będzie się niosło dalej 🙂 Nie tylko zło się rozprzestrzenia – na szczęście dobro również 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Magda pisze:

    Mądry wpis. Małe rzeczy mogą komuś rozjaśnić dzień.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Hipis pisze:

    Ja najpierw chciałam ratować świat, teraz muszę ratować siebie. Jak zwykle – za dużo na siebie wzięłam. I myślę – nie warto. Niech ratują świat ci fajni, dobrzy i z wiarą, no i silną wolą. Mi starcza ratowanie niemieckich książek z XIX wieku, które dzisiaj wykorzystuje się do palenia w kominkach. Do wielkich rzeczy się nie biorę, ludzi ratować nie umiem. Oczywiście to nie jest tak, że uciekam, kiedy ktoś próbuje mi się zwierzyć, i że nikomu nie pomagam. Tu coś pożyczę, tu dam notatki, ale nie pozwalam, by ktoś wypłakiwał mi się na ramieniu i obciążał mnie swoimi problemami. Może trafiam na same ciężkie przypadki, ale nauczyły mnie one, że realnie nie mam prawie żadnego wpływu na nikogo. Mogę się tylko zamartwiać i próbować doradzić, a oni i tak zrobią swoje, z tym że ja potem będę się oskarżać „to moja wina, ja nie pomogłam”. Nie mogę pomóc i koniec. Stare książki mają mniej skomplikowaną psychikę od ludzi i stanowczo są wdzięczniejsze do ratowania.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s