„Otwieram się w piosenkach” – rozmowa z Moniką Kowalczyk

Songwriterka, wokalistka, studentka filologii polskiej. Laureatka głównej nagrody podczas finału Open Stage w Lublinie. Niedawno nagrała swoją pierwszą płytę. Spotykam się z Nią w „Ikea po sąsiedzku”. Od pierwszych słów, od powitania, przytulenia już wiadomo, że jest dobrze. Jej nieprzeciętne ciepło promieniuje na otoczenie, a pełen dobroci uśmiech koi. Czas mija od lemoniady do kawy, a rozmowa wędrująca przez takie tematy jak włosy, fryzjer, wspólnota czy James Joyce dochodzi wreszcie do mety, którą jest wywiad. Cudowne popołudnie, cudowna rozmowa, cudowna dziewczyna.

10 (Copy)

Babcia Gawędziarka: Śpiewasz chyba od zawsze, prawda?

Monika Kowalczyk: Tak. Od dziecka.

Jak to się stało, że muzyka zajęła tak istotne miejsce w Twoim życiu i to od najmłodszych lat? Odgrywała ważną rolę w rodzinie, a może ktoś Cię zainspirował?

Moja rodzina nie jest szczególnie muzyczna czy artystyczna, ale mama zawsze słuchała dużo płyt – i to różnej muzyki – a ja od małego uwielbiałam słuchać ich razem z nią.  Jako dziecko tańczyłam do tej muzyki, coś sobie przy niej wyobrażałam. Myślę też, że płyty, których mama słuchała, wykształciły mój dzisiejszy gust muzyczny. Zresztą do tej pory jestem za to wdzięczna mojej mamie. Później, gdy byłam trochę starsza, mama zabierała mnie na koncerty, chodziłyśmy razem na różne wydarzenia kulturalne w naszym mieście.

Z czasem rodzice pomyśleli o tym, żeby zapisać mnie do ogniska muzycznego. Zaczęłam uczęszczać do ogniska, do klasy keyboardu, gdy byłam w zerówce. Teraz nie gram za bardzo na klawiszach, chciałabym do tego powrócić, ale to na pewno pomogło w moim rozwoju muzycznym. Koniec końców więcej w tym ognisku śpiewałam niż grałam, ponieważ pan Darek Szymura, który był moim instruktorem, zauważył, że mam dryg do śpiewania. Zresztą już w przedszkolu nasz rytmik – pan Janusz – brał mnie do jakichś solówek. Gdy byłam mała robiłam też musicale z lalkami – improwizowałam piosenkę, którą lalka śpiewała – myślę, że to przyczyniło się do mojej umiejętności komponowania (śmiech – przyp. red.). Później zaczęły się występy na akademiach, na różnych festiwalach. Kiedy byłam nastolatką buntowałam się, że nie chcę śpiewać, że po co, że moje koleżanki tego nie robią, dlaczego ja mam być inna? Ale z czasem to ustało. Nie uczyłam się nigdy w żadnej szkole – raczej od warsztatów do warsztatów. Przez rok chodziłam na lekcje do pana Borysa Somerschafa. Teraz najwięcej dają mi moje autorskie koncerty, gdzie sprawdzam możliwości swojego głosu, improwizuję i coraz bardziej otwieram się na różne style i różne estetyki muzyczne.

9 (Copy)

A jacy muzycy Ciebie inspirują?

Ooo masę tego mam! Gdy byłam młodsza bardzo dużo czasu spędzałam przed komputerem, wchodziłam na youtube i włączałam sobie jakąś piosenkę, a obok wyskakiwały mi propozycje innych – i tak sobie przeskakiwałam: z jednej na drugą, z jednej na drugą – i odkrywałam kolejnych twórców. Jeśli jakaś piosenka mi się podoba to po prostu jej słucham – nieważne jaki to artysta. Ale jeżeli mam konkretnie wymienić to na pewno Marek Grechuta, Grzegorz Turnau, Mela Koteluk, Regina Spektor, Florence and the Machine, U2, Sting. Jestem też dumna z tego, że znałam Się dużo, dużo wcześniej niż stała się słynna. Jednocześnie cały czas szukam.

A czy to nie jest trudne:  studia, koncerty w różnych częściach Polski, spotkania a jednocześnie życie prywatne, znajomi, imprezy?

(śmiech – przyp. red.) Ostatnie słowo jest absolutnie niepasujące do mnie, nie jestem typem imprezowicza, chociaż ostatnio zauważam ze zdziwieniem dla mnie samej, że staję się ekstrawertykiem. Kiedyś tylko siedziałam w domu i nawet, gdy ktoś mnie wyciągał żeby gdzieś wyjść, to robiłam to naprawdę niechętnie. A teraz jeśli się nie spotkam z kimś w tygodniu albo nie pojadę na jakieś wydarzenie, koncert czy cokolwiek lub jeżeli w sobotę sobie nie wyjdę, to po prostu jest mi z tym źle. Potrzebuję towarzystwa innych ludzi. Myślę, że się zmieniam. Potrzebuję dużo wrażeń. Może po prostu odbijam sobie te momenty, kiedy nic nie robiłam, kiedy byłam zamknięta.

Ale to wszystko da się połączyć.  Gdybym była przykładnym studentem, moje studia pewnie zajmowałyby mi dużo więcej czasu, ale ja nie jestem przykładnym studentem – powiem tutaj bez ogródek. Więc naprawdę: da się. Naprawdę. Ja mam jeszcze bardzo dużo  czasu, który marnuję –  albo na spanie przesadne, albo na Internet. Lubię jak dużo się dzieje, jak np. z koncertu jadę na kolejne wydarzenie, jak robię dwa różne występy jednego dnia, biegnę z występu na występ – lubię to, to mnie napędza. Dużo osób pyta jak to godzę, ale bez problemu, naprawdę. Tylko czasami zdarza się, że wypadną dwa wydarzenia tego samego dnia i to jest idealnie ta sama godzina, więc trzeba wtedy podjąć decyzję.

Zresztą przez wydarzenia artystyczne też się jest ze znajomymi, takie wydarzenia artystyczne są po części imprezami, po części spotkaniami ze znajomymi, ale też poznawaniem nowych ludzi, więc to wszystko to jest trzy w jednym.

11 (Copy)

Ten rok zaobfitował w dwa szczególne wydarzenia w Twoim życiu artystycznym. Dostałaś główną nagrodę podczas tegorocznego finału Open Stage w Lublinie i nagrałaś płytę. Jesteś z siebie dumna? Co Ci dały te osiągnięcia?

Czy jestem z siebie dumna? Ja zawsze uważam na to, żeby ta duma nie stała się pychą. Duma a pycha: to są dwie rzeczy. Bo duma to jest coś pozytywnego – że jesteś naprawdę szczęśliwa i zadowolona z siebie. A ja wiem – i to jest fakt niepodważalny – że to, że ja coś zrobiłam, to nie tylko moja zasługa. Zawdzięczam to wielu, naprawdę wielu osobom – a w szczególności Jednej – więc staram się nie przesadzać z tą dumą z siebie. To jest wielkie zadowolenie i przyjemność jak się jest docenionym. Mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z siebie i szczęśliwa, ale też wiem, że nie tylko ja na to zapracowałam.

Open Stage dodał mi nowych słuchaczy. Nie wiedziałam, że to ma taki zasięg! Następnego dnia byłam na poprawinach, na takim przyjęciu weselnym dla znajomych pary młodej i  podchodzi do mnie jeden chłopak i mówi: „-Ty byłaś na Open Stage? Bo ja byłem z żoną i bardzo nam się podobałaś”. Później gdzieś na KUL-u jakaś dziewczyna do mnie podchodzi i pyta: „-Ty byłaś na Open Stage’u? Bo ja byłam i słuchałam.” Na widowni było bardzo dużo osób, szczególnie młodych. Ale też poznałam wielu młodych twórców – atmosfera na tzw. back stage’u była pozbawiona złej rywalizacji, było przemiło – bardzo dobrze wspominam ten czas. Świetni ludzie, naprawdę – każdy z nich zasługiwał na jakąś nagrodę.

Nagranie płyty nauczyło mnie walczenia o swoje, tego żeby szukać – „szukajcie a znajdziecie”. Na pewno też cierpliwości, odwagi i takiej decyzyjności, sprecyzowania czego chcę, choć ja nadal do końca nie wiem, czego chcę i nie lubię podejmować decyzji ostatecznych. Ale nagranie płyty nauczyło mnie, że „okej, decyduję, żeby ta piosenka brzmiała tak a nie inaczej” albo „chcę, żeby ta płyta wyglądała tak a nie inaczej”, „wybieram te utwory, a nie inne, mimo że może ktoś tam chciał, żeby było coś innego.” I myślę, że nagranie płyty nauczyło mnie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Kiedyś, jeszcze rok temu, jak ktoś pokazywał mi, że ma płytę to ja myślałam „wow, to jest coś” – i to jest coś, ale o to nie jest wcale tak trudno. W dzisiejszych czasach jeśli ktoś chce i zbierze jakieś fundusze, to naprawdę może nagrać płytę. Oczywiście nie jest to płyta, którą wydało jakieś sławne ogólnopolskie wydawnictwo, ale to jest zaczątek i w zasadzie dzięki temu, że nie jest pod  żadnym wydawnictwem jest taka po prostu moja – bo przecież wydawnictwa często narzucają takie rozwiązania, które nie są twoimi wyborami. Ale myślę, że i tak jak na to, że nie jestem pod żadnym wydawnictwem, to przecież sporo osób mnie słucha i podobają im się moje piosenki i oni podają to do innych osób. Bardzo to dla mnie ciekawe i wciąż mnie w sumie zaskakuje, że znajomy znajomego podchodzi do mnie i mówi, że słucha moich piosenek.

4 (Copy)

Zostałaś też nominowana do Żurawi, a Twoja piosenka Sepia wciąż utrzymuje się w programie Lublista w Radio Lublin w czołowej piętnastce. Jesteś kobietą sukcesu?

Sepia niedawno była na czwartym miejscu i to jak na razie najwyższa nota w historii tej piosenki. Z tą Sepią to jest dla mnie zaskoczenie, bo ja nie piszę żadnych postów „Głosujcie, głosujcie” ani nie wysyłam ludziom esemesów, ani nawet mojej  rodzinie nie mówię, żeby na mnie głosowali, więc po prostu ktoś na to głosuje (śmiech – przyp. red.). Bo to, że się utrzymuje oznacza chyba, że nie tylko moja mama głosuje, ale też kilka osób poza nią (śmiech – przyp. red.) I jest to dla mnie zaskoczenie i miła niespodzianka – bardzo wszystkim dziękuję, jestem za to wdzięczna. I szczęśliwa. No bo mimo że nie ciągnę nikogo „Wyyyślij esemesa”, to to się cały czas utrzymuje.

Kobietą sukcesu? Nieee. Może kobietą niespodziewanych sukcesów. Albo zaskakujących sukcesów. Wiadomo, że nie jest zawsze super, są wzloty i upadki.

Żurawie też były fajne. Bardzo miło było znaleźć się w gronie nominowanych. I to też było zaskoczenie, bo ja słyszałam o tym plebiscycie, ale nikomu nie mówiłam, żeby mnie zgłosił, sama się też nie zgłosiłam, a pewnego wieczoru dzwoni do mnie kobieta i mówi, że „jest pani nominowana, przeszła pani eliminacje i czy pani się zgadza być nominowanym w kategorii dźwięk”. Ja na to: „Co? Nawet nie wiedziałam, że ktoś mnie zgłosił”. Ostatecznie nie zdobyłam Żurawia, ale wiedziałam, że Stanisław Leszczyński go zdobędzie, bo jak najbardziej na to zasługiwał. Serce na pewno wyrywało się „a może jednak, może ja”, ale rozum mówił, że on i to była trafna prognoza.

A jak czujesz się z tym, ze Twoja twarz reklamuje Instytut Filologii Polskiej KUL?

Jest to dla mnie duże wyróżnienie. Jak to było? „Zapraszam na polonistykę. Na KUL. Monika Kowalczyk” (śmiech – przyp. red.). Oczywiście to wszystko było omawiane z moim profesorem Lechem Giemzą. I to było bardzo miłe z jego strony, że do mnie napisał, że mi to zaproponował. Na pewno czuję się wyróżniona. Jeśli to przysporzy choćby jednego studenta filologii polskiej, to będę wniebowzięta (śmiech – przyp. red.). Ale mogę podsumować, że to wyróżnienie, zaskoczenie i że się cieszę. I świadczy o tym, że może jestem trochę rozpoznawalna, przynajmniej w Lublinie.

5 (Copy) (1)

Wracając do płyty. W podziękowaniach na pierwszym miejscu wymieniasz Pana Boga. Jaką rolę odgrywa On w Twojej twórczości, pasji, życiu?

Jeśli chodzi o twórczość i pasję to w ogóle mogę powiedzieć, że właśnie On je zapoczątkował. Gdyby nie On, tego by po prostu nie było. Ja nie śpiewam pieśni religijnych, uwielbieniowych, gospelowych, ale nawet jeśli w jakimś tekście On się nie pojawia, to ja wiem, że to On za tym wszystkim stoi. I to jest Tajmnica, ale to On mnie do tego może i poniekąd zmusił, popchnął – i nawet jeśli pojawiam się w jakichś miejscach bez kontekstu wiary, na jakichś festiwalach, to czuję, że to jest wszystko przez Jego rękę prowadzone. I też wiem, że mój głos należy do Niego i to nie ja do końca tym głosem dysponuję. Że jak On będzie chciał to zaśpiewam super, a jak nie, to granie nie wyjdzie. Wiem też, że to On stawia ludzi na mojej drodze. Wiem, że On jest. I to też jest Jego łaska, że ja wiem.

6 (Copy)

Rodzina także daje Ci chyba ogromne wsparcie?

Tak. To nie jest tak, że jest sielsko-anielsko, są czasem spięcia jak w każdej rodzinie, czasami mają dosyć mojego „artyzmu”, tego, że mam artystyczny nieład w pokoju i że niczego nie ogarniam w domu, tylko cały czas jestem w chmurach z głową. Ale tak w gruncie rzeczy to jestem im ogromnie wdzięczna za to, że wspierają mnie w tym, nie ma takich sytuacji, jak słyszę od niektórych znajomych, że np. rodzice mówią „idź na medycynę” albo „przestań, przecież z tego nie będziesz mieć żadnych profitów”. Oni wchodzą w to, wspierają jak mogą, motywują. Mama mnie bardzo wspiera. Tata jest twardym facetem, ale wzrusza się przy moich piosenkach. Ciocia, wujek – no wszyscy. Moja siostra pomaga mi muzycznie i – jak wciąż powtarzam – ona jest pierwszą recenzentką moich piosenek. Bardzo się cieszę, że moja młodsza siostra rośnie na kobietę i będziemy mogły robić coś naprawdę razem – taki duet.  Babcia płacze czasami – ale babcie takie są – że „jeździsz cały czas, nie masz chwili odpoczynku”. Dziadek też bardzo się wzrusza. No i to jest naprawdę piękne! Ja mam wspaniałą rodzinę, co by nie powiedzieć, wiem, że oni mnie wspierają w tym, co robię i ogromnych skrzydeł mi to dodaje, bo gdyby oni byli obojętni czy wrodzy mojej pasji – a wiem, że tak się zdarza, że rodzice są obojętni albo wrodzy pasji dziecka – to ta pasja by umarła. Czasem ktoś nawet zrywa kontakty z rodziną przez to, że wybrał drogę pasji. Ja na szczęście mogę swobodnie działać z pasją.

3 (Copy) (1)

Na Twojej płycie znajduje się piosenka, która działa na mnie szczególnie kojąco. Gabriela. Skąd taki tytuł?

Z książki, z której pochodzi refren. Bo przyznam się, że dwie pierwsze linijki refrenu pochodzą z pewnej książki, którą mam w swoim domu i która trafiła do nas w sposób trochę zagadkowy.  Co jakiś czas do niej sięgam.  Można wyszukać ją w Internecie wpisując pierwsze dwie linijki refrenu. A to imię to jest imię autorki książki.

W ogóle ta piosenka to jest najstarsza piosenka na płycie. Na występach pierwszą zaczęłam grać Na własność, ale tak naprawdę Gabriela ze wszystkich, które są na płycie jest najstarsza.

Czy w Twoich tekstach jest dużo Ciebie?

Tak, dużo jest mnie. Jest dużo mnie jako moich przeżyć, moich przemyśleń. Nie chcę, żeby to był jakiś egocentryzm, ale myślę, że to, co ja przeżywam, mogę ubrać w słowa i jest to prawdziwe – bo przecież nie wiem, co inni myślą. Wydaje mi się, że jak piszę to, co naprawdę czuję, to to jest autentyczne i nie będę niczego przekłamywać, to będzie szczere. Na pewno nie jest to łatwo się otworzyć, nadal uczę się tego w miarę śpiewania. Ja jestem mimo wszystko osobą nieśmiałą i zamkniętą w sobie, i otwieram się w piosenkach. Może nie zawsze wprost, ale jednak dużo tam jest mnie. Tylko, żeby teraz słuchacze nie zaczęli myśleć, że wszystkie piosenki trzeba tak dosłownie odczytywać – że to jest o mnie (śmiech – przyp. red.). Autor nie jest podmiotem lirycznym. Ale nie wszyscy to wiedzą. Tylko my poloniści to wiemy (śmiech – przyp. red.).

Ja też za dużo myślę i to zadużomyślenie to jest właśnie to, co mi zawadza w życiu trochę. Za dużo myśleć, za dużo przeżywać i być za wrażliwym – to boli czasami. Ale teraz zaczynam rozumieć, że to jest też dar. Czasem jest ciężarem, ale pozwala mi lepiej pisać.

1 (Copy)

Jakie są Twoje artystyczne plany na najbliższy czas?

Artystyczne plany na najbliższy czas. 14 sierpnia jadę na Fama Festiwal do Świnoujścia, będę tam miała kilka koncertów, ale oprócz tego będziemy z panią Anną Serafińską przygotowywać piosenki Agnieszki Osieckiej na koncert, który kończy pracę sekcji wokalnej na Famie. To jest festiwal, który bardzo lubię, bo nie dość, że jest nad morzem, więc jest połączony z wakacjami, to też tam się masę rzeczy dzieje, poznaje się mnóstwo ludzi. Już trzeci raz tam będę i bardzo się cieszę, ze trzeci raz się dostałam. 20 sierpnia będę śpiewała na Moście Kultury w Lublinie. Na najbliższy czas planuję premierę nowej piosenki, która została zarejestrowana profesjonalnie 26 lipca na Lubartowskiej 77, przez Rafała Rudzkiego z Vintage Sessions. Niedługo efekty będzie można obejrzeć, posłuchać – jestem ciekawa opinii, bo to coś nowego, innego w mojej twórczości. No i na przyszły czas planuję współpracę z muzykami, aby moje piosenki zaaranżować na zespół i móc występować większym składem – marzę o tym. Myślę, że może powstanie płyta długogrająca, czyli już z kilkunastoma utworami, bo te piosenki są – trzeba je po prostu nagrać w studiu, zebrać fundusze. Ale sadzę, że będzie dobrze. Chciałabym też bardziej rozwinąć się aktorsko, bo grałam w teatrze od dziecka, a obecnie teatr został zepchnięty na drugi plan, ale to też przez to, że  w muzyce mi się otwierają nowe możliwości, a w teatrze chwilowo mniej. Chociaż jestem w teatrze Enigmatic na KUL-u współprowadzonym przez aktorkę, panią Alicję Jachiewicz- Schmidt, i tam chcą wznowić Tango Mrożka, gdzie mam zagrać Alę, więc jestem bardzo szczęśliwa, bo może i aktorsko zadziałam trochę bardziej.

7 (Copy)

 

Co radziłabyś młodym ludziom, którzy boją się wyjść ze swoim talentem na zewnątrz?

Łatwo tak radzić: ale żeby się nie bali. Żeby uwierzyli w to, że są wartościowi i też mają coś do powiedzenia innym. Że ich twórczość jest potrzebna, że nie mogą zamykać drogi swojej wyobraźni, że nie mogą jej powstrzymywać, bo przecież trzeba ją rozwijać. Oczywiście potrzeba bardzo dużo pokory, ale nie dołowania siebie. Bo pokora to nie jest: „Jestem najgorsza”, tylko stanięcie w prawdzie: „Robię coś fajnego, ale jeszcze mi trochę brakuje”. Mi też tak wiele brakuje, że to w ogóle jest bajka.

Trzeba też chodzić na jakieś warsztaty, pytać tych, którzy już są specjalistami w danej dziedzinie, mają więcej doświadczenia, słuchać ich, ale też nie dać sobie podciąć skrzydeł. Żeby się otworzyć na świat, patrzeć uważnie i nie bać się być sobą, ani nie bać się być innym, bo być sobą to znaczy być innym od innych. Żeby się nie poddawać, ale też ufać,  że jak jest jakaś porażka albo jak czegoś nie ma, to tak ma być. I nie bać się współpracować z innymi artystami. Nie bać się wyjść do ludzi. Dołki, górki- to jest naturalne, trzeba się przyzwyczaić, mieć cierpliwość do siebie, bo nie zawsze jest się zadowolonym z życia, ale warto się cieszyć, że to życie jest.

Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę!

13 (Copy) (1)

2 (Copy)

Autor zdjęć: Migawka KD

https://www.facebook.com/migawkaKD/

Serdecznie dziękujemy!

Natomiast by lepiej poznać Monikę i Jej twórczość zapraszam na Jej stronę na facebooku:

https://www.facebook.com/kowika.monalczyk/?fref=mentions

Reklamy

7 Comments Add yours

  1. Hipis pisze:

    Dobry wywiad. To dziwne uczucie, gdy ludzie, z któymi robi się wywiady, są w podobnym wieku do ciebie i nawet studiują ten sam kierunek 😛 Słodko-gorzkie, z jednej strony fajnie jest rozumieć artystów (w końcu sporo mamy wspólnego!) a z drugiej strony uświadamianie sobie, że ktoś inny spełnia twoje marzenia z dzieciństwa, a ty nic na to nie poradzisz 😛

    Polubione przez 1 osoba

  2. Hipis, nigdy nie jest za późno 😉 Mój kolega opowiadał, że w jego wiosce jakaś pani obchodziła setne urodziny. Zapytano ją czy czegoś żałuje. Powiedziała, że żałuje, że w wieku 60 lat nie zaczęła uczyć się grać na skrzypcach, bo stwierdziła, że jest za późno. Gdyby nie to, od 40 lat by grała 🙂

    Polubienie

  3. kasia.szarek pisze:

    Chciałam znaleźć autorkę tej powieści, o której mówi Monika, a która ma na imię Gabriela, ale nie udało mi się. Wstukiwałam może nie tę frazę co trzeba. Czy może wiesz kim jest ta pisarka, której imię posłużyło za tytuł piosenki?

    Polubienie

    1. Już wiem! 🙂 Gabriela Bossis „On i ja” 🙂

      Polubienie

  4. kasia.szarek pisze:

    Bardzo Ci dziękuję za tytuł i trud włożony w znalezienie. Pozdrawiam serdecznie!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie ma sprawy 🙂 Również ciepło pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s