O edukacji słów kilka

Piszę nieco po partyzancku, bo w pracy. Od niedługiego czasu pracuję i podstawowa edukacja łącznie ze studiami wyższymi w zasadzie już za mną. Przeszłam przez wszystkie etapy. Sześć lat podstawówki. Trzy lata gimnazjum. Trzy lata liceum. Pięć lat studów. 6+3+3+5=17. Siedemnaście lat ciężkiej i wytężonej pracy. Poważnie. Nie nazwałabym tego czasu inaczej, zwłaszcza że pilność i rzetelność to cnoty, których akurat nigdy mi nie brakowało.

Polski system edukacji znam. Wiem też jak napisać rozprawkę i że a²+b²=c². Umiem zrobić przewrót w przód  i w tył, znam wzory na prędkość, drogę i czas. Wiem jeszcze, że za Zygmunta II Augusta, w 1569 r., podpisano unię lubelską, w 1331 r. była bitwa pod Płowcami, a w czerwcu 1976 strajki w Radomiu i Ursusie. I wiem jeszcze sporo innych rzeczy we wspomnianej dziedzinie, ale to już inna bajka, bo przez pięć lat studiowałam tę, która podobno nauczycielką życia. Umiem wierszyki: Pamiętaj chemiku młody, wlewaj zawsze kwas do wody. Albo: W pierwszej ćwiartce wszystkie, w drugiej tylko sinus, w trzeciej tangens i cotangens, a w czwartej cosinus. Znam też poezję wyższych lotów. Pamiętam, że Herbert kazał być wiernym i iść, Szymborska nie pozwalała zostawiać kota samego w pustym mieszkaniu, Konopnicka rozbiła kubek, a Verlaine śpiewał jesiennie. Cierpiałam z Jurandem ze Spychowa, z Wokulskim, a nawet z Werterem (to bolało!). Podstawy mam. Nie jest źle.

QL66ICTBUN

Miałam dość czasu, żeby przyjrzeć się polskiemu szkolnictwu. I choć wiele szkole zawdzięczam, to znam też jej ułomności. Poważne ułomności.

Polska szkoła zabija kreatywność

Powiedzmy sobie szczerze: szkoła ma radar na kreatywność. Jak namierzy, to strzela. I to w plecy, niehonorowo. Wszystko jest szablonowe, schematyczne, Słowacki wielkim poetą był. Każdy tak samo, a jak ci wystaje kawałek stopy, to obetniemy piętę. Jak u braci Grimm.

Kreatywni mają w szkole ciężko. Do wszystkiego wytyczne, mnóstwo pamięciówki. O tym, że umiem pisać przekonałam się dopiero, gdy dorosłam. Bo owszem – pisałam rozprawki na piątki – ale w tekście o tym, czy Wokulski był romantykiem czy pozytywistą, raczej ciężko było ponieść się fantazji i nadać indywidualny rys.

Jeśli najwyższą formą aktywizacji w szkole jest praca w grupach to przepraszam, ale śmieję się przez łzy. Coś tam ci nauczyciele próbują, ale efekty są mierne. Wszelkie urozmaicenia lekcji wywołują raczej zażenowanie uczniów niż ich głęboki podziw. Chyba, że ktoś ma naprawdę dobre pomysły – jak moja polonistka z gimnazjum i jej nieszablonowe zajęcia. Ale generalnie bez programu zmiany, niewiele zdziałamy 😉

Problem widział już Witold Gombrowicz. Wyferdydurkował go kapitalnie. Problem widzi też wielu młodych. Chcielibyśmy, żeby nasze dzieci uczyły się w innych warunkach. Czy to się powiedzie? Oby.

U74O1AOW5J

Polska szkoła segreguje

Segregacja naukowa. Ewa jest pierwsza w klasie. Adam ostatni. To są ci z paskiem. A tutaj ci bez. Agatka ma najwyższą średnią w klasie. Jacek ma najwyższą średnią w szkole. Klasa V b ma najwięcej laureatów. Brawa. Oklaski. Fanfary.

Szkoła świetnie edukuje. W porównywaniu się. Oceny są głośno odczytywane przez nauczyciela. Cała klasa ogląda zeszyt Ani na wzór jak powinno się starannie pisać i rysować szlaczki. Miłe? Dla Ani tak.

W polskiej szkole system kar zdecydowanie dominuje nad systemem nagród. Funkcjonujemy z łatkami. Zazwyczaj to, co wypracujemy na początku, ciągnie się za nami cały czas.

Pewnie, że to nie pomaga w budowaniu poczucia własnej wartości. Mało tego: daje błędną mapę. Uczy szukać wartości własnej w niewłaściwym miejscu. Uczeń przez tyle lat mozolnie wbija łopatę w ziemię, by się do niej dokopać, a efektem jest tylko ból rąk i kręgosłupa. Nieopłacalne. W liczeniu zysków i strat ministerstwo oświaty wypada słabo.

YY1YOQDPR6

Polska szkoła traktuje uczniów masowo

Że jak? Że co? Że indywidualność? A co to takiego? Chyba nikt nie porwie się na przekonywanie mnie, że w szkole jest na nią miejsce. Bo go po prostu nie ma. Jest za ciasno i indywidualność się nie mieści. Liczne klasy i brak czasu powodują, że nie podchodzi się indywidualnie do każdego ucznia, nie rozwija się JEGO zainteresowań, JEGO talentów. O ile piękniej byłoby, gdyby każdy uczeń miał swojego tutora, prowadzącego go pod kątem jego predyspozycji, umiejętności i pasji. Wiem, że są szkoły, które wykorzystują tę metodę dydaktyczną, ale te niekonwencjonalne placówki są prywatne, no i drogie. Nie każdy może sobie na taką pozwolić, szczególnie przy gromadce dzieci.

Przykre.

Uczniowie są różni. Nieśmiali i przebojowi. Liderzy i tacy, którzy lubią sumiennie wykonywać wyznaczone im z góry zadania. Wybitni matematycy albo piszący wspaniałe teksty humaniści. Tacy, którzy lubią elektronikę i prace techniczne i tacy, którzy kochają robótki ręczne. Świetni rysownicy i giętcy sportowcy. Jak można włożyć wszystkich do jednego worka? Wziąć słowika i karpia i obu oceniać tylko pod kątem umiejętności pływania lub tylko pod kątem umiejętności śpiewu? Ni to sprawiedliwe, ni sensowne.

Czekam na nowy porządek. Może zamiast kłócić się o gimnazja, sześciolatków i mundurki warto byłoby pomyśleć o tym? Ustawić hierarchię inaczej, bo chyba nie ma wątpliwości, co ważniejsze. To, że w gimnazjum nosiłam (brzydki skądinąd) mundurek, a w podstawówce i liceum nie, miało zero wpływu na moje wykształcenie, umiejętności, podejście do nauki i rozwój talentów. Ale gdyby na wuefie nie traktowano mnie tak samo jak dziewczyny z drużyny siatkarskiej, byłoby o wiele prościej. Bo mogłam nabyć dużo więcej sportowych umiejętności i nie nadszarpywać wiary w siebie. Ale po co? Zamiast ruchu oporu lepsza jego najprostsza linia.

NN2EIQQYEA

Długo broniłam polskiej szkoły. Wreszcie sama się przekonałam. Nie tędy droga. Ta uliczka jest ślepa. Troszkę sobie strzelamy w kolano, a przecież z przestrzelonym kolanem ciężko chodzić. Ludzie kreatywni, z indywidualną osobowością, pełni wiary w siebie są niezbędni do rozwoju kraju, a nawet do rozwoju cywilizacji. A my budujemy nie z tej strony. Taka konstrukcja prędzej czy później się zawali. Będziemy jeść gorzkie owoce takiego systemu. Chyba, że w porę założymy nową plantację.

5ZMT04MIW6

Reklamy

6 Comments Add yours

  1. Hipis pisze:

    Nie popieram polskiego systemu edukacji, ale jedno mu muszę przyznać – to dobrze, że jest ciężki.
    W dorosłym życiu nikt się z nami nie pieści i widzę to już na studiach (niestety). Ludzie nie są wobec mnie sprawiedliwi, wymagają ode mnie robienia rzeczy, których nie umiem, błyskawicznego uczenia się. Muszę umieć walczyć o swoje, pyskować i wykłócać się, żyć w grupie wrednych i głupich ludzi, znosić dyskomfort psychiczny i duże obciążenie emocjonalne.
    I dokładnie tego wszystkiego nauczyła mnie szkoła. Rejonowe gimnazjum na wsi. Ambitne liceum. Byłam dziwakiem, raz wymagano ode mnie za dużo, raz za mało, raz byłam najelpsza, raz najgorsza, prześladowana, lubiana, odtrącana, bardzo zdolna i kreatywna albo za zdolna i zbyt kreatywna.
    Doskonale wiem, że jestem dość delikatną intelektualistką i mam kłopoty z życiem w grupie, ale gdyby w szkole specjalnie mnie traktowano, tylko pogłębiłabym swoje problemy. Jestem kreatywna i mam silną indywidualność i jakoś szkoła tego we mnie nie zabiła, chociaż dostawałam czasami niższe oceny za teksty, ale umiałam być cwana i następnym razem napisać „pod sznurek”. Szkoła to bardziej szkoła życia, im szybciej się człowiek tego nauczy, tym lepiej dla niego. Więc raczej nie jojczę na system edukacji, chociaż wiele rzeczy bym w nim zmieniła, szczególnie program nauki historii, który jak dla mnie jest bardzo słaby czy też polskiego. Dla mnie żałosne było, że na profilu humanistycznym nie miałam chemii, a ci z biol-chemu nie mieli historii, nie podoba mi się zbytnie profilowanie i zmuszanie dzieciaków do podejmowania życiowych wyborów w gimbazie.

    Polubienie

    1. Ile osób, tyle opinii 🙂 Dlaczego indywidualne podejście miałoby pogłębić Twoje problemy? Ale w porządku, masz prawo do własnego zdania – fajnie, że się nim dzielisz 🙂 Co do wczesnego podejmowania wyborów życiowych zgadzam się zdecydowanie!

      Polubienie

  2. tucynamonka pisze:

    Z perspektywy polonisty – sprawa niestety wygląda podobnie. Najbardziej mnie boli serduszko, kiedy czytanie perełek literatury przedstawia się dzieciom jako napuszoną, niecodzienną i nieprzyjemną czynność. Szablonowe „analizowanie” czegoś, co przecież jest dziełem sztuki, z czego możemy być dumni, nie ma nic wspólnego z przyjemnością. Trzeba myśleć schematami, bo jak uczeń zinterpretuje inaczej niż nauczyciel, to jest z gruntu skazany na niezrozumienie. Szkoda, że z teorią interpretacji i w ogóle z teorią literatury mają te nauczycielskie dyrdymały niewiele wspólnego…. Ale to temat rzeka… Nie zmienimy tak szybko polskiej szkoły, w której nadal królują metody rodem z XIX wieku.

    Coś, co mnie osobiście bardzo niepokoi, to właśnie zamknięcie na indywidualność ucznia i fakt, że on TEŻ ma coś do powiedzenia o świecie. Na praktykach uczniowie byli zdziwieni, że w ogóle pytam ich o zdanie, że ich słucham, a po lekcji można porozmawiać o czymś innym niż poezja. Jak to możliwe, że świat jest interesujący, nawet dla takich nudziarzy jak nauczyciele??? 😀

    Dzięki za ten tekst, ważny tekst. Miejmy nadzieję, że powoli sytuacja będzie się zmieniać…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oby więcej takich nauczycieli jak Ty ❤

      Polubienie

  3. Obawiam się, że reforma, która własnie weszła w życie nie jest żadną reformą, ale pseudo reformą i niczego nie zmieni.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, to prawda. Tutaj trzeba głębokiej zmiany całego systemu, a nie takich kosmetycznych skorygowań tego, co jest. Bo to co jest, jest do niczego.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s