Z wiatrem

Nie wiem dokąd wieje ten wiatr. Podobno biednemu zawsze w oczy. Mój chyba z południa na północ, bo wywiewa mnie ku morzu.

5G4BGZ8S4E

Powinnam była stanąć przed życiem i powiedzieć jak Hans Kloss: nie ze mną te numery. Ale one były ze mną. Wierne jak psy. Jak pitbulle.

Co teraz?

Wyjadę. Gdzie skarb mój, tam serce moje. Ono bije niezmiennie przy morzu, to i skarb tam spróbuję wykopać. Nie mam kilofa ani łopaty, ale mam dwie ręce. W tym momencie zmęczone. Tylko paznokcie ładne, czerwone. Owoc weekendowego odpoczynku u Kasi.

Co jeszcze?

Najbezpieczniej jest krążyć wokół własnej osi. Napisałam o tym wiersz, ale to było przed naszą erą. Więc nieważne. Ważne, żeby wokół osi. Nie wchodzić w siebie za głęboko i nie wybiegać zanadto w przód. Zresztą daleko nie pobiegnę, bo mam obolałe stopy. Zrzuciłabym buty i weszła do jeziora. Tego co w dzieciństwie, z dziadkami. Jak udawałam, że jestem na wczasach na Jamajce.

Teraz nie ma Jamajki. Siedzę w bibliotece, przed masywnym stołem, a ciężką głowę podpieram mniej masywną ręką. Tak, to jest zmęczenie. Nie, to  nie jest zwątpienie.

2O4DGFJ1Y5

Nie wątpię, bo wiem. On siedzi obok przy tym bibliotecznym stole i oczy Mu się śmieją, bo wie, że ta Jamajka będzie kiedyś naprawdę. Że po śmierci jest tylko zmartwychwstanie. Sam ustanowił taki porządek. Cwaniak.

Pewnie, że nie jest kolorowo. Czasem jest mi trudno rozróżnić czy na szybie krople deszczu czy patrzę przez łzy. Nie będę udawać, że miło, że nie boli, że nie leci krew. Jest taka książka – Życie Babci Gawędziarki – jeszcze nie ukończona. I w jej fabule jest wszystko. Czasami nawet horror i dramat. Ale ja będę cierpliwa, a życie łaskawe. Postaram się nie zazdrościć i nie szukać poklasku. Bo nawet jak są wątki, nad którymi się dławię i nos mi się robi czerwony, a Velvet nie nadąża z produkcją, to wiem, jakie ta książka ma zakończenie.

VZ86EDZ771

Wiecie, moja mama ma taki zwyczaj. Zawsze zagląda na koniec książki, żeby sprawdzić zakończenie. Profanacja. Ale może mama nie ma charakteru odkrywcy? Po mamie jestem książkowym żarłokiem. I tylko na koniec książki nigdy nie zaglądam. Ale w tym jednym wypadku wiem jak się skończy. Szczęśliwie.

Jakiś rozlazły ten wpis. Leniwy jak kluski. I trochę smutny, bo mozół, krew, pot i łzy, a jeszcze najgorzej jak pomidorowa na obiad. Nie lubię. Przepraszam, bo nie miało być wcale jak w wierszach dekadentów. Oni widzieli katastrofę. A ja przecież wiem, że będzie happy end. On nie ma w ofercie złych zakończeń, więc jak ktoś o takim marzy, to trza się przekierować. Tu może być tylko długo i szczęśliwie. Wiecznie i szczęśliwie.

Nie wiem dokąd wieje ten wiatr. Czasem mnie zderza ze słupem. Ale dowieje do właściwego portu.

GZKLZXC10R

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s